sobota, 20 lutego 2016
Prorok Codzienny 2
Przepraszam was, że dzisiaj nie ma rozdziału, lecz nie mam weny twórczej. Rozdział pojawi się, kiedy dostanę zastrzyku inspiracji. To wszystko.
środa, 17 lutego 2016
Prorok Codzienny 1
PROROK CODZIENNY
Hej wszystkim :) Chciałbym tylko was poinformować, że teraz będzie pojawiał się jeden rozdział tygodniowo, ale gwarantuję że będą dłuższe. Rozdziały będą publikowane w soboty. To tylko taka krótka informacja, którą chciałem wam przekazać.
No to cześć :)
wtorek, 16 lutego 2016
Rozdział 5
Rozdział 5
Mężczyzna wydawał się zadowolony z
powodu, że Harry Potter dołączy do jego szeregów. Chłopak cały się trząsł. Był
bardzo przerażony. Nie chciał nikogo zabijać, a wiedział że musi. Jednak nie
chciał być po przeciwnej stronie niż ich przyjaciele. Przyjaźń była dla niego
na pierwszym miejscu. Tom kazał usiąść i poczekać młodemu Potterowi, zanim
zacznie się ceremonia naznaczenia. Mężczyzna wyszedł z pokoju, a Severus usiadł
naprzeciwko Harry'ego.
-Spokojnie
Potter, nie ma się czego obawiać - powiedział szorstko Snape.
-Profesorze,
ja nie chcę nikogo zabijać! - krzyknął drżąc ze strachu.
-Czarna
magia może okazać się przydatna. Nie zawsze czarne jest czarne, a białe jest
białe. Rozumiesz? - spytał ozięble Mistrz Eliksirów.
Zanim jednak
czarnowłosy zdążył odpowiedzieć, do pomieszczenia weszła czarnowłosa ślizgonka
w szacie śmierciożercy. Była to Kedavra. Spojrzała w oczy chłopaka, po czym
zawiadomiła, że Czarny Pan wzywa. Wszyscy troje wyszli z gabinetu, zeszli po
schodach po czym skręcili w prawe drzwi, za którymi były strome, kamienne
schody prowadzące w dół. Zaczęli schodzić ostrożnie, a kiedy zeszli ruszyli
korytarzem prosto. Korytarz był ciasny i mroczny. Oświetlany był przez
pochodnie wiszące na ścianie, oraz małe okna po prawej stronie. Po kilku
minutach zeszli po kolejnych schodach, po czym skierowali się w drzwi po lewej
stronie. Trafili do ciemnego lochu, w którym na środku siedział na kolanach jakiś
zakładnik. Miał związane oczy, ręce oraz nogi, by nie mógł uciec. Wokół niego
stali śmierciożercy, a przed nimi stał Czarny Pan z różdżką w ręce.
Kedavra i Severus weszli w szereg i
czekali na przebieg wydarzeń. Voldemort zwrócił się do swoich popleczników.
-Zgromadziliśmy
się tutaj, aby przyjąć Harry'ego Pottera w nasze szeregi - powiedział donośnie.
-Aby
udowodnić lojalność wobec mnie, musisz zabić tego mugola - odrzekł chłodno.
Dwóch
śmierciożerców podeszło do zakładnika i zdjęła mu zakrwawioną szmatę z oczu.
Harry ledwo nie upadł ze zdziwienia. Klęczał przed nim Piers Polkiss - członek
bandy Dudley'a.
-P… Potter…
To ty! - wypowiedział z wielkim zmęczeniem nastolatek.
Harry
wycelował w niego różdżką. Nie chciał go zabijać. Jednak pamiętał, jaką krzywdę
wyrządził mu w poprzednie wakacje. Prawie skręcił mu kark. Mógł wtedy zginąć,
lub stać się niepełnosprawnym. Odwrócił od niego wzrok, patrząc błagalnie na
Kedavrę.
-Zabij! -
krzyknął Czarny Pan.
-Avada Kedavra - powiedział drżącym
głosem. Właśnie wypowiedział mordercze zaklęcie.
Kiedy
zielony promień ugodził Polkissa w twarz, po czym upadł, Harry prawie zemdlał.
Wiedział, że nie spodoba mu się zabijanie. Zamordował niewinnego mugola. Nie
musiał tego robić. Ale Czarny Pan by go zabił. Co powie jego rodzina, jeśli nie
wróci na noc do domu? Załamią się. Doskonale wiedział, jaką wyrządził krzywdę.
Jego rozmyślania przerwał głos
Czarnego Pana, który stał tuż przy nim.
-Ręka -
powiedział chłodno Voldemort. Harry posłusznie wykonał rozkaz i wyciągnął przed
siebie swoją lewą rękę, po czym mężczyzna przyłożył na przedramienie różdżkę.
-Harry
Potterze, czy przysięgasz być mi wiernym i nie zdradzać moich sekretów? -
spytał Riddle patrząc mu w oczy.
-Przysięgam
- odpowiedział Potter.
-Czy
przysięgasz traktować poważnie swoje obowiązki? - spytał ponownie.
-Przysięgam.
W tym
momencie Harry poczuł ogromne pieczenie na lewym przedramieniu. Skupił się, by
nie wydać żadnego dźwięku ze swoich ust. Tom Riddle skończył wypalać mroczny
znak, który widniał teraz na lewej ręce czarnowłosego. Stało się. Harry Potter
- chłopiec który przeżył został śmierciożercą. Miał teraz nadzieję, że
Dumbledore nie odkryje kim naprawdę jest. Śmierciożercy wyszli z pomieszczenia,
a Voldemort zwrócił się do niego.
-Dzisiaj
zostajesz tu na noc. Jutro o osiemnastej wracasz do szkoły. Twój pokój znajduje
się na drugim piętrze obok pokoju Kedavry. Ona cię zaprowadzi. Jutro zgłoś się
do mnie o piętnastej - powiedział chłodno Riddle.
-Tak, panie
- powiedział bez emocji Harry. Jednak to słowo nie było takie ciężkie do
wypowiedzenia.
Czarny Pan
wyszedł z pomieszczenia, kiedy Kedavra wchodziła do środka. Podeszła do
Harry'ego i spojrzała w jego zielone oczy, po czym zwróciła się do niego.
-Chodź
Harry. Zaprowadzę cię do pokoju - powiedziała z ogromnym uśmiechem na ustach.
Czarnowłosy
pokiwał twierdząco głową, po czym wyszedł z pomieszczenia i ruszył za Kedavrą,
która tryskała optymizmem i entuzjazmem. Była zadowolona, że jej przyjaciel
przeszedł na właściwą stronę. Jednak widziała, że chłopak jest przestraszony i
nieswój.
-Wiem co ci
chodzi po głowie Harry - powiedziała troskliwie.
-Jeśli tak,
to pewnie wiesz jak mi pomóc - powiedział nieczule młody śmierciożerca.
-Nie, ale
mogę cię pocieszyć. Zapamiętaj, że jak kogoś zabijasz, to jest w lepszym
miejscu. Rozumiesz? - spytała z zaniepokojeniem dziewczyna.
-Jest w tym
trochę racji. Mogą tam się spotkać ze zmarłymi bliskimi - odrzekł z lepszym
humorem czarnowłosy.
-Cieszę się,
że mogłam ci pomóc Harry - powiedziała uśmiechając się do niego.
-Mam jeszcze
jedno pytanie. Czy w tym zamku mieszkają śmierciożercy? - spytał z widocznym
zaciekawieniem.
-Mieszkają
tu tylko najważniejsi poplecznicy, na przykład Bellatrix Lestrange, Lucjusz
Malfoy, Catherine Riddle, oraz Rudolf Lestrange. Pozostałymi mieszkańcami zamku
jest nasza rodzina, oraz ty - odpowiedziała wpatrując się w niego.
-A dlaczego
ten zamek jest tak bardzo mroczny? - zapytał miło.
-To tylko
złudzenie. W dzień zamek jest naprawdę przepiękny. W wakacje często siedzę z
przyjaciółmi w ogrodach na tyle. One są najpiękniejsze ze wszystkiego w tym
zamku, nawet w nocy - powiedziała ze szczerym uśmiechem.
-Dziękuje za
pomoc - powiedział odwzajemniając uśmiech.
-Cieszę się,
że mogłam pomóc. To twój pokój - powiedziała, idąc do swojego pokoju.
Kiedy Harry
wszedł do środka, na jego twarzy zagościło ogromne zdziwienie. Jego pokój był
dwa razy większe, niż dormitorium w Hogwarcie. Przed ogromnym oknem stało duże
łóżko w kolorach Slytherinu. Po lewej stronie była wielka szafa, w której było
mnóstwo miejsca. Po prawej stronie pokoju była ogromna, czarna kanapa oraz
drewniany stolik. Z bocznych ścian zwisały herby domu Węża, a na środku pokoju
był dywan w tych samych kolorach. Nastolatek przebrał się, po czym położył się
na swoim łóżku, a następnie wpadł w objęcia Morfeusza.
Harry'ego obudziło głośne stukanie w
okno. Kiedy otworzył oczy, za oknem zobaczył swoją sowę Hedwigę. Zszedł ze
swojego miękkiego łóżka, po czym wpuścił sowę do środka. Wziął z jej nóżki
list, dał jej sowi smakołyk, po czym zaczął czytać list.
Cześć Harry,
Zaniepokoiło mnie, dlaczego nie było
cię w dormitorium. Postanowiłam
wysłać list, by się czegoś dowiedzieć.
Pozdrowienia od Hermiony
Harry wziął z biurka pióro, kałamarz
oraz kawałek pergaminu, po czym zaczął pisać odpowiedź dla Hermiony.
Hej Hermiono,
U mnie wszystko w porządku.
Jestem w zamku na wzgórzu
Black Widow, miałem
naznaczenie na śmierciożercę.
Wieczorem wracam do szkoły.
Harry
Czarnowłosy przeczytał list kilkakrotnie,
zanim przywiązał go do nóżki Hedwigi. Kiedy to zrobił, wypuścił ją przez okno i
skierował się w stronę szafy by się ubrać i zejść na śniadanie. Kiedy wyszedł z
pokoju, zobaczył Kedavrę wychodzącą z jej pokoju. Bez zastanowienia ruszył w
jej stronę.
-Cześć Kedavro, idziesz na śniadanie?
- spytał radośnie ślizgon.
-Tak, możemy pójść razem. Zaprowadzę
cię - powiedziała okazując zadowolenie.
Czarnowłosy poszedł za Kedavrą w
stronę jadalni. Zeszli po schodach w holu, po czym skręcili w lewy korytarz na
parterze. Wyglądał on tak samo jak każdy korytarz w zamku. Po przejściu kilku
metrów skręcili w podwójne, duże drzwi. Trafili do jadalni. Na środku stały dwa
stoły złączone w jeden, nad którymi był ogromny żyrandol. Ściany naprzeciwko
drzwi zajmowały wielkie okna z widokiem na przepiękny ogród, o którym mówiła
Kedavra. Ściany były pomalowane na kolory czarne i zielone, które układały się
w pionowe pasy. Przy stole siedział Tom Riddle, piękna, rudowłosa kobieta oraz
trzynastoletni, czarnowłosy chłopak.
-Ta kobieta, to moja matka Catherine,
a ten chłopak to Jack - szepnęła mu do ucha dziewczyna.
-Witajcie! Harry, jeśli chcesz coś
zjeść, po prostu wypowiedz, co chcesz. Dla przykładu zaprezentuje. Jajka na
bekonie - powiedziała miło rudowłosa kobieta, po czym na talerzu przed nią
pojawiło się danie, które wybrała.
Harry powoli podchodził do stołu by
zjeść coś, lecz zanim zdążył coś wybrać, po budynku rozniósł się gruby, męski
głos.
-Poddajcie się! Nie macie z nami
żadnych szans!
Potter od razu rozpoznał ten głos. To
był minister magii - Korneliusz Knot.
Voldemort bez wahania dotknął
mrocznego znaku, a po chwili przed nim aportowali się śmierciożercy. Czarny Pan
rozkazał im zająć pozycję i bronić zamku. Im za to kazał uciekać w bezpieczne
miejsce. Zanim zdążył cokolwiek zrobić, Kedavra chwyciła go za rękę, po czym
poczuł mocne zawirowanie.
***
Witajcie! Oto kolejny rozdział, trochę późno ale jest. Jak widzicie, fabuła robi się ciekawsza. Mam nadzieję, że wam się spodobało :)
poniedziałek, 15 lutego 2016
Rozdział 4
Rozdział 4
Był sobotni, październikowy poranek. Niebo było bezchmurne. Ptaki latały stadami, a liście powoli opadały
z drzew. Tymczasem w sypialni szósto rocznych ślizgonów spał czarnowłosy
chłopiec z blizną na czole, który poprzedniego dnia zdecydował przyłączyć się
do szeregów Śmierciożerców. Chłopak obudził się z jego głębokiego snu. Pragnął
jeszcze trochę pospać, lecz nie pozwolił mu na to wypad do Hogsmeade, który
miał być za trzy godziny. Zwlekł się z łóżka, po czym poszedł do małej łazienki
w kolorach Slytherinu wziąć poranny prysznic. Jednak tego dnia woda była
lodowata. Darował sobie i poszedł ubrać się w luźne ubrania o stylu
buntowniczym. Po piętnastu minutach zszedł do salonu, lecz nikogo nie było.
Śniadanie musiało się już zacząć. Ale nie śpieszyło mu się. Wyszedł z pokoju
wspólnego powolnym, spokojnym krokiem. Myślał o tym, co będzie jak Voldemort przyjmie
go w swoje szeregi. Na pewno będzie musiał zabijać. Ale on tego nie chce. Nie
chce zabijać niewinnych czarodziejów lub mugoli. Sumienie nie będzie dawało mu
spokoju. Zanim kogoś zamorduje, będzie dużo myślał, czy to zrobić. Jednak jeśli
pozwoli komuś odejść, Czarny Pan się wścieknie i go zabiję. Będą problemy. Ten
ktoś mógłby donieść ministerstwu magii.
Jego przemyślenia przerwał gwar z
Wielkiej Sali. Spojrzał na zegarek. Była już 8:47, więc Harry postanowił
poczekać na zakończenie śniadania. Nie dał rady myśleć o czymkolwiek przez ten
hałas. W końcu nadeszła upragniona chwila końca śniadania. Z sali wychodziły
tłumy uczniów prosto na dziedziniec, by przejść "kontrolę Filcha", po
czym pójść do Hogsmeade. Harry jednak czekał na jedną, konkretną osobę, a
między innymi na Kedavrę. Po chwili dziewczyna wyszła z Wielkiej Sali i
podeszła do chłopaka.
-Cześć
Harry! - powiedziała z entuzjazmem uśmiechając się do niego.
-Hej,
chodźmy już do Hogsmeade - oznajmił odwzajemniając uśmiech.
Ruszyli w
stronę dziedzińca rozmawiając o temacie przyłączenia się do Voldemorta. Na
zewnątrz podeszli do Filcha na kontrolę. Argus przeszukał ich, czy nie
przenoszą żadnych niebezpiecznych przedmiotów. Po przeszukaniu poszli wydeptaną
przez uczniów drogą w stronę wioski. Kiedy przechodzili przez las, wiał lekki
wiatr oraz było słychać śpiew ptaków oraz szum drzew, a w powietrzu było czuć
zapach lasu. Harry zmienił temat na
pogodę.
-Uwielbiam
taką pogodę. Lekki wiatr, bezchmurne niebo… - powiedział wpatrując się w Kedavrę.
-To tak jak
ja. W takiej pogodzie czuję się… wolna - rzekła wąchając zerwanego przed chwilą
kwiatka.
-To
barwinek, kocham jego zapach - rzucił krótko Potter.
-Ja tak samo
- odpowiedziała czarnowłosa.
Dużo się o
sobie dowiedzieli po drodze do Hogsmeade. Na przykład obydwoje lubią książki
fantastyczne, a ich ulubionym daniem obiadowym jest udko kurczaka z ziemniakami
i surówką polane ketchupem. Jednak Harry kocha quidditch, a Kedavra za nim nie
przepada. Dotarli w końcu do wioski. Kilka budynków było podniszczonych przez
ostatni atak śmierciożerców, jednak Hogsmeade nadal było piękne. Harry i
Kedavra poszli pod Trzy Miotły, by napić się piwa kremowego. Gdy weszli do
środka, usiedli przy stoliku w rogu pomieszczenia niedaleko palącego się
kominka. Na stoliku leżały dwie serwetki, oraz rozbita szklanka. Po chwili
podeszła do nich Madame Rosmerta.
-Co podać? -
spytała uprzejmie.
-Proszę dwa
piwa kremowe - powiedział miło Harry.
-To będą
cztery sykle - rzekła kobieta.
Czarnowłosy
wyciągnął pieniądze i zapłacił, po czym Rosmerta przyniosła piwo. Kiedy
odeszła, Potter zaczął rozmawiać z ślizgonką.
-Kedavro, otrzymałaś już odpowiedź od ojca? - spytał z
zainteresowaniem Harry.
-Jeszcze
nie, ale jestem pewna, że się zgodzi - odpowiedziała z uśmiechem dziewczyna.
-Harry, a co
wczoraj zrobiłeś Weasley'owi, jeśli mogę spytać? - zapytała z proszącym
wzrokiem.
-Rzuciłem na
niego Stupesanguis - odrzekł spokojnie czarnowłosy.
-Naprawdę? Nie
wiedziałam że znasz zaklęcia czarnomagiczne - powiedziała z podziwem Kedavra.
-To chyba
dobrze, skoro chcę dołączyć do twojego ojca, prawda? - spytał z uśmiechem na
ustach chłopak.
-Tak, masz
rację. Może chodźmy dalej, już wypiliśmy - zaproponowała panna Riddle.
Harry
pokiwał twierdząco głową, po czym wyszli z budynku. Razem poszli do Miodowego
Królestwa kupić trochę słodyczy. Kiedy byli już w środku, kupili cukrowe pióra,
dyniowe paszteciki, czekoladowe żaby oraz fasolki wszystkich smaków. Po wyjściu
ze sklepu skierowali się do kawiarni znajdującej się nieopodal. Zamówili kawę i
usiedli razem przy jednym ze stolików.
-Harry, wszystko
w porządku? Wyglądasz blado - powiedziała z zaniepokojeniem ślizgonka.
-Wszystko
dobrze, tylko boje się jak to będzie jak dołączę do was - uspokajał ją
czarnowłosy.
-Spokojnie,
będzie dobrze. Będziesz musiał zabić kogoś, żeby udowodnić swoją lojalność
wobec ojca oraz wypowiedzieć przysięgę. Wtedy ojciec wypali ci Mroczny Znak -
rzekła cicho czarnowłosa.
-Zabić?
Cholera… - powiedział smutno.
-Nie bój
się, możesz zamknąć oczy - mówiła spokojnie.
-Dzięki za
poradę. Chodźmy nad jezioro - zaproponował, próbując się uśmiechnąć.
Kiedy wyszli
na zewnątrz do Kedavry podleciała czarna płomykówka, która miała przywiązana
list do nóżki. Dziewczyna, wzięła list, przeczytała go i spojrzała na
Harry'ego.
-To od ojca.
Zgodził się - powiedziała ze szczerym uśmiechem na twarzy.
-To kiedy
mam się stawić? - spytał bardziej opanowanym tonem.
-Dzisiaj o
osiemnastej. Przyjdź do Snape'a, deportujesz się z nim - rzekła z entuzjazmem.
Uśmiechając
się do siebie, ruszyli w stronę jeziora nieopodal wioski. Kiedy dotarli,
usiedli pod dużym dębem, wpatrując się w jezioro. Na niebie leciało duże stado
ptaków, a na drzewie wróble budowały gniazdo. Kiedy siedzieli, Harry spojrzał
na Kedavrę.
Miała mocno zielone oczy nad którymi
były długie rzęsy. Na jej małych, uśmiechniętych ustach była lekko czerwona
szminka, a w uszach miała czarne kolczyki. Zdaniem Harry'ego - była piękna.
Mógłby się wpatrywać w nią cały dzień, lecz zorientował się, że dziewczyna coś
do niego powiedziała.
-Yyy… co? -
spytał nieprzytomnie.
-Mówiłam, że
cieszę się, że będziemy razem po jednej stronie - powiedziała uśmiechając się
do niego.
-Ja także
się cieszę - odpowiedział odwzajemniając uśmiech.
-Kedavro,
czy to naznaczenie będzie na wzgórzu Black Widow? - spytał z zaciekawieniem.
-Tak, w
naszej piwnicy. Jest duża, więc nie przestrasz się - powiedziała złośliwie
czarnowłosa.
-Bardzo
śmieszne… - odrzekł ponuro Harry.
-Już
szesnasta. Powinniśmy już wracać, jeśli chcesz zdążyć - poleciła z uśmiechem na
twarzy.
-Masz rację
- powiedział Potter, po czym wstał i poszedł z ślizgonką w stronę zamku.
Kiedy dotarli do zamku, poszli do
pokoju wspólnego Slytherinu, by przygotować się na naznaczenie. Pół godziny
później spotkali się w salonie. Harry był ubrany w czarny sweter oraz czarne
jeansy, a Kedavra w czarną sukienkę.
-Kedavro,
czy tak można wyglądać na tych zebraniach śmierciożerców? - spytał zdziwiony
unosząc brwi.
-Oczywiście
że nie. Przecież tam mieszkam, wezmę szatę śmierciożercy z pokoju - odrzekła z
rozbawieniem czarnowłosa.
-Chodźmy
już, bo się spóźnimy - powiedział szybko.
-Tak, racja
- odpowiedziała z uśmiechem, po czym wyszła wraz z Harrym z pokoju wspólnego.
Kiedy
opuścili pomieszczenie, ruszyli korytarzem prosto do gabinetu Snape'a. Kiedy
zapukali, usłyszeli chłodne ,,wejść'',
po czym weszli do środka. Mistrz Eliksirów stał przed kominkiem w szacie
śmierciożercy. Widocznie został poinformowany przez Czarnego Pana.
-Potter,
wiesz jak się przy nim zachować? - spytał chłodno Severus.
-Tak, wiem.
Muszę mu okazać szacunek - odpowiedział ostrożnie Potter.
-Dobrze,
jesteś gotowy? - zapytał szorstko.
-Tak, możemy
już iść - powiedział pewnie.
-Świetnie.
Dajcie rękę, deportujemy się - rzekł bez emocjonalnie Mistrz Eliksirów.
Dwójka
uczniów posłusznie wykonała rozkaz profesora. Harry poczuł mocne zawirowanie,
po czym upadł na ziemię przy mrocznym lesie. Kiedy wstał i spojrzał przed
siebie, zobaczył ogromny zamek na jakimś wzgórzu. To pewnie musiało być wzgórze
Black Widow. W środkowej części zamku, na jednym z wyższych pięter widać było
otwarte drzwi od balkonu. Podejrzewał, że to była sypialnia Czarnego Pana.
Po chwili wszyscy troje ruszyli w
stronę zamku. Kiedy podeszli do drzwi, Snape wypowiedział jakiś dziwny wyraz,
po czym drzwi się otworzyły. Prawdopodobnie było to jakieś hasło. Weszli do
holu. Był on bardzo duży i mroczny. Na ścianie przed drzwiami nad schodami wisiał
obraz Salazara Slytherina, a po obu jego stronach spuszczony był herb
Slytherinu. Hol oświetlony był pochodniami, powieszonymi na ścianach oraz
wielkim żyrandolem znajdującym się nad samym środkiem pomieszczenia. Kedavra weszła
po schodach i skręciła w prawy korytarz idąc po szatę śmierciożercy. Za to
Severus i Harry weszli w środkowe drzwi, które prowadziły do ogromnego,
mrocznego gabinetu. Za dużym biurkiem siedział przystojny mężczyzna posiadający
czarne włosy i zielone oczy. Pamiętał tego mężczyznę. Wyglądał zupełnie
identycznie jak Tom Riddle, kiedy widział go w drugiej klasie. Czarny Pan
spojrzał przed siebie i uśmiechnął się.
-Harry
Potter… Chłopiec który przeżył… Teraz dołączy do mnie.
***
I kolejny rozdział! Teraz dopiero zaczyna się prawdziwa akcja, jak widzicie. W tym rozdziale mogliście dowiedzieć się więcej o Harrym i Kedavrze. Mam nadzieję że rozdział wam się spodobał :)
niedziela, 14 lutego 2016
Rozdział 3
Rozdział 3
Harry'ego
przeszył strach. Od razu rozpoznał ten głos. Wiedział kto to. Powróciło mu
wspomnienie z Ministerstwa. Voldemort go wtedy zmanipulował. Zacisnął dłoń na
różdżce. Był przygotowany.
-Co tu robisz, McLevis? - spytał
rozwścieczony czarnowłosy.
McLevis był szczupłym mężczyzną z brązowymi włosami i
szarymi oczami. Miał długą, okrągłą twarz oraz zmarszczki na czole. Był bardzo
podobny do Lucjusza Malfoy'a.
-Po co te nerwy? Przybywam z
wiadomością od mego Pana - powiedział bezpośrednio.
-Czego on ode mnie chce?! - zapytał
groźnie Harry.
-On nigdy nie chciał cię zabić. Miałeś
być jego sprzymierzeńcem. Ale James…
-NIE WAŻ SIĘ ŹLE WYRAŻAĆ O MOIM OJCU!
- krzyknął wściekle Potter. Utracił już panowanie nad sobą.
Vincent wyciągnął powoli różdżkę z
kieszeni w razie konieczności i wycelował nią w Harry'ego. Zaczął pomału tracić
cierpliwość.
-Spokojnie Potter, to nie musi się tak
skończyć… - powiedział ostrożnie McLevis.
-ODŁÓŻ TO NATYCHMIAST! - wydarł się
już bardzo głośno.
-Expelliarmus! - krzyknął
brązowowłosy, po czym się deportował.
To było jedno z najgorszych przeżyć
bliznowatego. Ignorując wszystkich wokół siebie pobiegł natychmiast do
dormitorium i rzucił się na łóżko. Oczy miał pełne łez. To niemożliwe.
Voldemort nie chciał go zabić… Nigdy by tego nie przypuszczał. Nadmiar myśli w
jego głowie sprawił, że po upływie kilku chwil spał już jak zabity.
Chłopaka
obudziło głośne łomotanie do drzwi dormitorium. Zwlekł się zmęczony z łóżka,
podszedł do drzwi i otworzył je. Ten widok go zaskoczył. Hermiona miała fioletową skórę.
Widać było, że płakała.
-Hermiono! Co ci się stało? - spytał
zaniepokojony Harry.
-To Weasley. On to zrobił! - krzyknęła
z płaczem dziewczyna.
-Zajmę się nim. A ty idź prędko do
Pani Pomfrey - zażądał Harry.
Panna Lestrange pokiwała twierdząco
głową, po czym wyszła z dormitorium. Potter natychmiast ruszył w stronę pokoju
wspólnego Gryffindoru. Na siódmym piętrze przy portrecie Grubej Damy, spotkał
chłopaka z trzeciej klasy. Podszedł do niego ostrożnie i obrzucił go wzrokiem
od stóp do głów. Po chwili odezwał się do niego.
-Daj to Ronaldowi Weasley'owi.
Wystraszony chłopiec pokiwał głową i
wszedł do pokoju wspólnego Gryfonów, zaś Harry ruszył do opuszczonej klasy na
szóstym piętrze i zaczaił się za drzwiami.
Po
upływie kilku minut do środka wszedł rudowłosy gryfon. Doskonale wiedział kto
to jest. Podszedł on do starego, zakurzonego biurka i zaczął czytać jakieś
dokumenty. Potter jednak postanowił go zaatakować.
-Drętwota! - krzyknął czarnowłosy.
Promień ugodził gryfona prosto w tył
głowy, po czym upadł na zakurzoną posadzkę. Chłopak podniósł się i spojrzał na
ślizgona.
-Potter… Czego chcesz? - spytał
rozzłoszczony rudowłosy.
-Zemsty! - krzyknął złośliwie Harry.
Gryfon wyciągnąć różdżkę i strzelić
urokiem w twarz Pottera, jednak on był szybszy. Wytrącił różdżkę z ręki rudego
po czym zaśmiał się cicho.
-Stupesanguis!
Rudzielec upadł na podłogę, a z jego
nosa zaczął płynąć ostry krwotok. Podszedł do niego. Był nieprzytomny. Potter
wyszedł z pomieszczenia zostawiając zakrwawionego Weasley'a. Pewnie ruszył w
stronę Wielkiej Sali na śniadanie.
Kiedy
wszedł do środka, usiadł przy stole ślizgonów obok swoich przyjaciół. Zobaczył
wśród nich czarnowłosą dziewczynę o mocno zielonych oczach. Usiadł obok niej i
zaczął rozmowę z przyjaciółmi.
-Draco, kto to jest? - spytał z
zaciekawieniem o dziewczynę.
Blondyn już otwierał usta by coś
powiedzieć, lecz czarnowłosa wyprzedziła go.
-Jestem Kedavra. Kedavra Riddle.
Zostałam dzisiaj przydzielona do Slytherinu. Ty pewnie jesteś Harry. Twoi
przyjaciele mi opowiadali o tobie - powiedziała z entuzjazmem.
-A więc, skąd pochodzisz, Kedavro? -
spytał, okazując zainteresowanie.
-Pochodzę z Anglii. Mieszkam na
wzgórzu Black Widow - powiedziała z uśmiechem na ustach.
Harry'ego zainteresowała czarnowłosa
dziewczyna. Bardzo dobrze się dogadywali, mieli podobne zainteresowania. Jednak
ich rozmowę przerwała Pansy.
-Gdzie Hermiona? - spytała cicho.
-Weasley rzucił na nią urok. Dałem mu
już nauczkę - oznajmił Potter.
-Rozumiem, chodźmy na lekcję. Dzisiaj
mamy ONMS - powiedziała ze znudzeniem Parkinson.
Czwórka przyjaciół wyszła na błonie
kierując się w stronę chatki gajowego - Hagrida. Miel nadzieję, że nie
przygotował nic niebezpiecznego, bo nie chciało im się dzisiaj pilnować
stworzeń by nie zabijały się nawzajem. Jednak zamiast Hagrida, zza chatki
wyszła profesor Grubbly-Plank. Uczyła ich, na zastępstwach za Hagrida.
-Witam wszystkich. Dzisiaj zajmiemy
się błotoryjami. Jest to magiczne stworzenie wstępujące na terenach podmokłych.
Ktoś wie czym się żywią?
Po kilku sekundach w powietrze
wystrzeliła ręka Kedavry. Kilku uczniów spojrzało na ślizgonkę.
-Tak, panno Riddle? - zapytała kobieta
z lekko drżącym głosem.
-Błotoryje żywią się małymi ssakami, a
do największych ich przysmaków należą mandragory, które uwielbiają - powiedziała
pewnie Kedavra.
-Świetnie! 10 punktów dla Slytherinu -
krzyknęła nauczycielka.
Po
trzydziestu minutach lekcja zakończyła się, a przyjaciele ruszyli w stronę
lochów na lekcję eliksirów. Kiedy dotarli do lochów, przed salą do eliksirów
zobaczyli uśmiechającą się w ich stronę Hermionę. Podbiegli do niej i zaczęli
opowiadać jej o Kedavrze. Po kilku minutach wszedł Snape wpuszczając ich do
klasy.
-Dzisiaj uwarzycie Antidotum na
Popularne Trucizny. Ktoś wie, jaki jest główny składnik, który można podać
zamiast antidotum? - spytał Mistrz Eliksirów.
Ręka Hermiony i Kedavry wystrzeliły w
powietrze.
-Panna Lestrange.
-To bezoar. Można wepchnąć go do
gardła ofiary - powiedziała głośno Hermiona.
-Pięć punktów dla Slytherinu. Przepis
macie na tablicy. Zaczynajcie - kazał chłodno Snape.
Na biurkach pojawiły się wszystkie
potrzebne składniki. Wszyscy zaczęli pracować. Słychać było, jak wszyscy
rozdrabniali bezoar w moździerzu, podgrzewali, a Longbottom jak zwykle coś
sknocił.
-LONGBOTTOM! Miałeś dodać CZTERY
miarki proszku, a nie TRZY! - krzyknął ze złością Snape.
-Gryffindor traci dwadzieścia pięć
punktów!
Pod
koniec drugiej godziny eliksirów, wszyscy oprócz Neville'a skończyli
przygotowywać antidotum. Oddali fiolki profesorowi, a po dzwonku ślizgoni
poszli w stronę klasy zaklęć na trzecim piętrze.
Po
lekcji zaklęć udali się na obiad do Wielkiej Sali. Po drodze jednak spotkali
Weasley'a wraz z Thomasem, którzy chcieli zaatakować Pottera, jednak
przestraszyli się nowej uczennicy, ponieważ zagroziła im Avadą.
Na obiad zjedli kotleta schabowego z
ziemniakami oraz zupę pieczarkową. Po obiedzie ruszyli do pokoju wspólnego
Slytherinu.
Kiedy weszli do środka, Malfoy poszedł
wraz z Pansy po miotły, gdyż za godzinę mieli trening quidditcha. Kiedy wyszli
z pokoju wspólnego, Harry wraz z Kedavrą usiadł na kanapie przed kominkiem.
-Harry? - spytała niepewnie dziewczyna
-Co się stało, Kedavro? - zapytał
troskliwie czarnowłosy.
-Mój ojciec Tom, nigdy nie chciał cię
zabić. Możesz być z nami. Możesz do nas dołączyć jeśli tylko chcesz -
powiedziała cichym szeptem panna Riddle.
Harry spojrzał w jej zielone oczy. Długo
się zastanawiał. Nie był pewien, czy dobrze robi. Jednak zdecydował się
przyłączyć w jego szeregi.
-Jeśli tylko mógłbym - powiedział
Harry uśmiechając się do niej.
-Wyślę list do ojca. Niedługo powinnam
otrzymać odpowiedź - powiedziała radośnie odwzajemniając uśmiech.
-Dobrze więc, będę gotowy - powiedział
pewnie czarnowłosy.
-Kedavro? - powiedział pytająco
zielonooki.
-Tak Harry? - spytała miło dziewczyna.
-Wiesz, jutro jest pierwszy wypad do
Hogsmeade. Chciałabyś pójść ze mną? - zapytał z zaciekawieniem ślizgon.
-Z chęcią pójdę - odpowiedziała
uśmiechając się do niego.
Rozmawiali
już parę godzin. Nagle Harry zorientował się, że jest już prawie dwudziesta
druga. Po chwili obydwoje ruszyli do swoich dormitoriów.
W środku Harry spotkał siedzącego na łóżku
Dracona, który rozmawiał z Zabinim. Po chwili Blaise wyszedł, a Malfoy zwrócił
się do Harry'ego.
-No, no Potter. Znalazłeś sobie
dziewczynę? - spytał złośliwie.
Harry zignorował go. Przebrał się, po
czym poszedł spać. Jest podekscytowany tym, że idzie do Hogsmeade z nową
przyjaciółką oraz tym, że przyłączy się do Czarnego Pana.
Przez nadmiar emocji nie mógł spać.
Usnął dopiero około pierwszej w nocy. Musiał przyznać, że to był jeden z
ciekawszych dni.
***
Kolejny z dłuższych rozdziałów. Na razie będą się pojawiać codziennie, gdyż mam duże zainspirowanie. Mam nadzieję, że spodobał wam się ten rozdział :)
Zaklęcie "Stupesanguis" którego Harry rzucił na Weasley'a, to mój własny wymysł. Zaklęcie ogłusza przeciwnika i powoduje potężny krwotok z nosa. Nazwa zaklęcia pochodzi z łaciny (ogłuszenie - stupefaciunt + krwotok - sanguis).
Zaklęcie "Stupesanguis" którego Harry rzucił na Weasley'a, to mój własny wymysł. Zaklęcie ogłusza przeciwnika i powoduje potężny krwotok z nosa. Nazwa zaklęcia pochodzi z łaciny (ogłuszenie - stupefaciunt + krwotok - sanguis).
sobota, 13 lutego 2016
Rozdział 2
Rozdział 2
Było cicho. Bardzo cicho. Czwórka
przyjaciół siedziała schowana w gabinecie profesora Snape'a. Bali się, że za
chwilę wejdzie ktoś inny niż on. Jemu jednak ufali, ponieważ był szpiegiem
Voldemorta. Nagle usłyszeli skrzypienie drzwi. Do środka wszedł Severus Snape
oraz Albus Dumbledore.
-Severusie,
powiedz mi wszystko co wiesz o tym ataku - zażądał dyrektor.
-Nic o tym
nie wiem. Czarny Pan mnie nie poinformował - oznajmił ozięble Mistrz Eliksirów.
Starzec
podszedł do kominka naprzeciwko biurka, pod którym chowało się czterech
uczniów.
-Mam
nadzieję, że będziesz dalej mnie informował - rzekł z przekonaniem Dumbledore.
Po upływie
kilku sekund dyrektor wyszedł z gabinetu nauczyciela. Mężczyzna podszedł do
biurka i przykucnął.
-Możecie już
wyjść - oznajmił chłodno.
Ślizgoni
wygramolili się spod lekko podniszczonego, ciemnego biurka. Stanęli pod ścianą
i spojrzeli na profesora. Odetchnęli z ulgą, że dyrektor nie znalazł ich, kiedy
stał w pobliżu.
-Profesorze,
co to był za atak? - spytał pewny siebie Draco.
-Wiem tyle
co ty Malfoy. Czarny Pan nie raczył mnie poinformować - odrzekł szorstko Snape.
Po chwili
Mistrz Eliksirów spojrzał ze zdziwieniem na Pottera, który wpatrywał się w
buteleczkę z czerwonym płynem.
-Potter? Co
ty tutaj do cholery robisz? Czy ty uczestniczyłeś w ataku? - spytał unosząc
brwi.
-Znam
prawdę. Wiem kim byli moi rodzice - powiedział szybko.
-Kiedy się
dowiedziałeś? - zapytał z zaciekawieniem Severus.
-Wczoraj
wieczorem miałem przyjść do Dumbledore'a, lecz go nie było. Zauważyłem myślodsiewnie
i od razu...
-Rozumiem,
Potter. Idźcie już do dormitorium - przerwał mu Snape.
Czwórka
uczniów wyszła z gabinetu i skierowała się w stronę pokoju wspólnego ślizgonów.
Mieli wejść do środka i odpocząć, lecz przed wejściem zobaczyli skrzata domowego.
Harry jeszcze nigdy nie widział tego skrzata. Był ciekawy, czego od nich chce.
-Harry
Potter sir, miałam panu to przekazać - powiedziała skrzatka piskliwym głosem i
wręczyła mu list.
Kiedy
wypowiedzieli hasło ,,Bazyliszek'' weszli do pokoju wspólnego i usiedli na
czarnej, skórzanej kanapie. Było tutaj mrocznie. Ściany były w barwach
Slytherinu, a obrazy przedstawiały potomków Salazara. Harry otworzył list i
natychmiast zaczął czytać.
Witaj Harry,
Musimy się
spotkać,
jutro o 19
przy korytarzu na
5 piętrze.
Nie było żadnego podpisu. Potter
zainteresował się, kto to może być. Postanowił, że porozmawia o tym z Hermioną.
Ona dużo mu pomogła w Hogwarcie. Między innymi uratowała przed Weasley'em. Tego
dnia szedł korytarzem na zaklęcia. Był spóźniony. Nagle usłyszał za sobą głośny
huk. Kiedy się obrócił zobaczył czarnowłosą ślizgonkę z wyciągniętą przed
siebie różdżką, oraz Weasley'a leżącego na podłodze. Widać, że chciał go
zaatakować z zaskoczenia. Kilka tygodni później...
-Harry, słyszysz co ja do ciebie mówię?
- spytał wrednie Malfoy.
-Co? Tak, skrzat domowy! - krzyknął
pewnie Harry.
-Nie całkiem. Rozmawialiśmy o tym, co
powiedziałeś Snape'owi - powiedziała Pansy.
Potter spuścił głowę. Pamiętał, że
dziś rano obiecał im, że powie, dlaczego tak dziwnie się zachowywał. Nie chciał
złamać tej obietnicy. Po chwili namysłu zaczął mówić.
-Więc moi rodzicie pracowali dla
Voldemorta - rzekł zwięźle czarnowłosy.
-To dlaczego ich zamordował? - spytał
Draco.
-Mój ojciec chciał obronić swojego
najlepszego przyjaciela, Syriusza Blacka. Ponoć źle wykonał zadanie. Stanął
między nim a Voldemortem. Czarny Pan się wściekł i zaczął planować morderstwo.
Tego wieczora zginęli - powiedział cichym głosem Harry.
Przyjaciele nie spodziewali się tego.
Byli bardzo zdziwieni. Myśleli, że jego rodzice od zawsze popierali
Dumbledore'a i jego ideę. Malfoy i Parkinson poszli do gabinetu ich opiekuna
wezwani przez jego samego. Harry zaczął rozmawiać z Hermioną o liście.
-Hermiono, dostałem list - rzucił
krótko.
-Tak, i coś z nim nie tak? - spytała
troskliwie dziewczyna.
-Cóż, ktoś chcę spotkać się ze mną
przed korytarzem na piątym piętrze. Nie było żadnego podpisu - powiedział z
lekkim zaniepokojeniem.
-Powinieneś poćwiczyć oklumencję, tak
na wszelki wypadek - zaproponowała czarnowłosa.
Harry zmieszał się. Oklumencja nigdy
nie szła mu dobrze, a zwłaszcza z Severusem. Podziękował jej i poszedł zmęczony do swojego
dormitorium. Padł na łóżko nie zmieniając ubrań.
Następnego
dnia został gwałtownie obudzony przez Malfoy'a, który użył na nim Aguamenti.
Zerwał się zdenerwowany z łóżka i nawymyślał blondynowi.
-Ale jesteś okrutny Malfoy.
-Cóż, nie zmienisz tego. Pora na
śniadanie. Trwa już chyba pół godziny - powiedział złośliwie Draco.
Potter tylko pokiwał głową i zarzucił
na siebie szatę szkolną, po czym pobiegli prędko na śniadanie.
Gdy
weszli do Wielkiej Sali, skierowali się do stołu ślizgonów i zajęli miejsca.
Harry obok Hermiony, a Draco obok Pansy. Czarnowłosy wziął dwa naleśniki z
dżemem truskawkowym i polewą miodową i zaczął rozmowę.
-Smoku, nie wiesz może kto mógłby
pomóc mi z nauką oklumencji? - spytał miło.
-Snape. A jeśli wolisz kogoś innego,
możesz ze mną poćwiczyć. O 19 mam czas - odpowiedział pogodnie blondyn.
-Pójdę do Snape'a… - rzekł
zniechęcony.
Po śniadaniu udali się na zielarstwo.
Zajmowali się przesadzaniem czyrakobulw. To było obrzydliwe. Trzeba było uważać
na delikatne bąble, by ich nie zgnieść, gdyż mogłaby wytrysnąć na nich ropa. To
niezbyt miłe uczucie.
Po zielarstwie ruszyli na obronę przed
czarną magią. W tym roku uczył ich jakiś George Miller. Był znanym aurorem,
zaraz po Szalonookim. Znał się na rzeczy. Uczyli się o wszystkich
właściwościach zaklęć niewybaczalnych, aż przez dwie godziny. Na końcu mieli
wyjątkowo nudną lekcję transmutacji.
Po
lekcjach, Harry udał się do gabinetu Snape'a w celu nauki oklumencji. Kiedy
zapukał usłyszał chłodne ,,wejść'',
po czym wszedł do środka. Mistrz Eliksirów siedział za biurkiem czytając
książkę o czarnej magii.
-Potter. Co cię tutaj sprowadza? -
spytał ozięble Severus.
-Ktoś chce się ze mną spotkać.
Hermiona doradziła mi, żebym nauczył się bronić umysł za pomocą oklumencji -
odpowiedział czarnowłosy patrząc nauczycielowi prosto w oczy.
Nagle poczuł obecność innego umysłu w
swojej głowie. Postanowił wyobrazić
sobie ostatni atak. Zaklęcie próbowało przebić się przez tarczę magiczną, lecz
śmierciożerca nie dawał za wygraną. Zaklęcie było wzmacniane z całych sił
czarodzieja. Zamaskowany mężczyzna nie wytrzymał. Upuścił różdżkę, a zaklęcie
ugodziło go w pierś. Umysł opuścił jego głowę.
-Całkiem nieźle Potter. Widzę że coś
pamiętasz z poprzedniego roku - rzucił niemiło Snape.
-A teraz idź na to spotkanie.
Siedzieliśmy tutaj trzy godziny - dodał.
Czarnowłosy opuścił pomieszczenie i
udał się w stronę schodów. Kiedy stanął na piątym piętrze, drzwi do zakazanego
korytarza uchyliły się lekko. Usłyszał ciche, szorstkie ,,wejdź''.
Kiedy wszedł, drzwi zatrzasnęły się, a
pomieszczenie spowiła ciemność.
-Harry Potter. Nareszcie jesteś…
***
Tym razem postarałem się, by rozdział był dłuższy. Zajął mi aż 4 strony w wordzie :)
piątek, 12 lutego 2016
Rozdział 1
Rozdział 1
Była pierwsza w nocy. Wszyscy w
zamku spali spokojnie, oprócz jednego ślizgona. Miał on czarne włosy, okulary i
bliznę na czole. Właśnie dowiedział się prawdy o swoich rodzicach. Dumbledore
wezwał go na dodatkowe lekcje. Nie było go tam, więc nie oparł się pokusie i zanurzył
głowę w myślodsiewni. Tam zobaczył to wspomnienie. Albus Dumbledore szedł do
ruin domu w jakiejś wiosce. Kiedy usunął trochę gruzu stanął nad dwoma ciałami
- mężczyzny i kobiety. Obydwoje mieli na lewym przedramieniu Mroczny Znak -
symbol Śmierciożerców. A obok leżało dziecko z blizną na czole.
Następnego ranka Harry'ego obudził
jego przyjaciel, który powiedział że pora iść na śniadanie, bo nie długo
zaczynają się lekcje. Czarnowłosy wstał i poszedł do łazienki wziąć prysznic.
Po dwudziestu minutach wyszedł z łazienki, ubrał szatę i zszedł do pokoju
wspólnego. Zastał tam jego przyjaciół czekających na niego przy marmurowym
kominku.
-Nareszcie
jesteś Harry! - powiedziała z entuzjazmem czarnowłosa ślizgonka.
-Chodźmy już
na śniadanie, jestem głodny - rzucił krótko Potter.
Kiedy
ślizgoni szli korytarzem zatrzymali się i spojrzeli na Harry'ego.
-Wszystko w
porządku? Wydajesz się jakiś nieswój - powiedziała zaniepokojona dziewczyna.
-Chodzi o
Weasley'a? Nie przejmuj się tą rudą szumowiną! - krzyknął blondwłosy ślizgon.
-Nie chodzi
tutaj o nikogo... Powiem wam potem - rzekł krótko Harry.
Po upływie
kilku minut przyjaciele ruszyli do Wielkiej Sali na śniadanie. Przed salą
zobaczyli ogłoszenie. Wyglądało na dosyć ważne.
Uwaga!
Informujemy
wszystkich uczniów o zakazie wychodzenia na korytarz na 5 piętrze. Ministerstwo
zajmie się zaistniałą sytuacją w ciągu kilku tygodni, a korytarz będzie znów funkcjonował.
Przepraszamy
za utrudnienia,
Dyrekcja
Szkoły
Po
przeczytaniu, trójka przyjaciół weszła do środka i usiadła przy stole ślizgonów
i nabrała trochę jedzenia na talerze.
-Co myślicie
o tym ogłoszeniu? - spytał spokojnie Harry.
-Jak dla
mnie to stek bzdur. Co tam niby jest?! - powiedział głośno Draco.
-Powinniśmy
to sprawdzić, no nie? - spytał czarnowłosy.
-Chyba was
głowa boli! Chcecie tam iść? - spytała przestraszona dziewczyna
Potter i
Malfoy spojrzeli na nią i zaczęli się głośno śmiać. Czarnowłosa nie wiedziała z
czego oni się mogą śmiać.
-Spokojnie
Hermiono, nic tam nie ma! - uspokajał ją Harry.
Kiedy
wszyscy najedli się do syta mieli pójść na środowe lekcje, jednak wstał
dyrektor i zaczął przemowę.
-Jak
widzieliście ogłoszenie, nie można wchodzić na korytarz na piątym piętrze. Czai
się tam bowiem coś groźniejszego od dementora czy bazyliszka. Jeśli nie chcecie
zginąć, nie radzę wam tam wchodzić. Cóż, to tyle. Idźcie na lekcje!
Harry, Draco
i Hermiona ruszyli w stronę lochów na podwójne lekcje eliksirów ze Snapem. Większość
uczniów bała się go, lecz on dawał ulgi ślizgonom, którzy byli z tego powodu
bardzo zadowoleni. Po kilku minutach stania pod drzwiami sali, wszedł
nauczyciel i wpuścił ich do środka.
-Dzisiaj
uwarzycie Wywar Żywej Śmierci. Przepis macie na tablicy. Macie na to półtorej
godziny. Zaczynajcie - powiedział chłodno Mistrz Eliksirów.
Zaczęli pracować. Jak zwykle, Neville Longbottom zrobił dziurę w kociołku. Snape był wściekły. Odjął Gryffindorowi 50 punktów.
Zaczęli pracować. Jak zwykle, Neville Longbottom zrobił dziurę w kociołku. Snape był wściekły. Odjął Gryffindorowi 50 punktów.
Nagle, w korytarzu za salą było słychać szybkie kroki, jakby biegła. Krzyczała coś w stylu ,,Atak! Śmierciożercy!''.
Zaczęła się
panika. Gryfoni od razu wyciągnęli różdżki i ruszyli do walki.
Kilku
ślizgonów pobiegło w stronę ich pokoju wspólnego, a reszta nie ruszała się z
sali. Tylko nieliczna ich część wybiegła wspomóc oddziały Czarnego Pana. Wśród
nich byli Malfoy, Potter, Lestrange i Parkinson. Kiedy znaleźli się na
dziedzińcu głównym, od razu zobaczyli walczące siły dobra i zła. Pobiegli
szybko w stronę szeregów ciemności i zaczęli walczyć.
Zdjęli maski z twarzy martwych śmierciożerców i założyli je na twarz, aby nauczyciele nie rozpoznali ich. Bali się, że Zakon Feniksa ich pokona. Potter nie wiedział czy walczyć, czy uciec po kryjomu. Wczoraj dowiedział się, że jego rodzice popierali Voldemorta. Zdecydował się walczyć.
Zobaczyli Bellatrix Lestrange, która rzucała klątwy w stronę walczących uczniów. Profesor
Flitwick zaczął ciskać potężną serią zaklęć w kobietę. Kiedy Potter się obrócił
zobaczył Hermionę biegnącą w jej stronę strzelając zabójczym zaklęciem w
uczniów. Przeraził się. Nie chciał by coś się jej stało. Chciał za nią pobiec, lecz jeden ze śmierciożerców puścił
fioletowy promień w stronę wieży, która wybuchła i zawaliła się na kilku
uczniów. W tym samym czasie Śmierciożercy deportowali się z terenu Hogwartu.
Hermiona, Harry, Draco i Pansy szybko uciekli w stronę wiaduktu, by nie zostali skojarzeni z tą bitwą.
***
A oto pierwszy rozdział opowiadania. Jak widzicie, od razu akcja. Rozdział krótki, ale następne na pewno będą dłuższe, gwarantuję to wam :)
czwartek, 11 lutego 2016
Prolog
PROLOG
Był bezchmurny październikowy
wieczór. Kobieta wraz ze swoim mężem stali nad dziecięcą kołyską. Widać było po
nich, że są przerażeni.
-James, po
co to zrobiłeś? - spytała kobieta o kasztanowych włosach.
-Musiałem.
Groził Syriuszowi. Nie zostawiłbym najlepszego przyjaciela - odpowiedział
drżącym głosem czarnowłosy.
-Ale teraz
nas zabije! Co będzie z Harrym? - zapytała głosem pełnym strachu.
Mężczyzna
spuścił wzrok. Usłyszał szelest na zewnątrz domu, oraz nienaturalny szept.
Wiedział już że to on.
-Lilly,
musimy oddać go Syriuszowi. Szybko wyślij sowę! - krzyknął James.
Kobieta bez
wahania wzięła kawałek pergaminu oraz pióro i zaczęła pisać. Podczas kiedy
czarnowłosy wybiegał z pokoju by zyskać trochę czasu, kobieta wypuszczała sowę
przez okno.
Usłyszała
huk. Nagle drzwi otworzyły się, a stanął w nich przystojny mężczyzna o czarnych
włosach i zielonych oczach. Wycelował różdżką w kobietę i zaczął mówić.
-Podziękuj
swojemu mężowi za to co zrobił. To koniec.
-Panie,
proszę ja nie chciałam by on tak zrobił! Okaż nam litość! - krzyczała ze łzami
w oczach.
-Avada Kedavra - powiedział mężczyzna bez
emocji.
Kobieta z
krzykiem upadła na podłogę. Była martwa. Strach zastygł w jej zielonych oczach.
Po chwili mężczyzna wycelował różdżką w chłopca. Uśmiechnął się szyderczo i
wypowiedział zabójcze zaklęcie. Jednak promień odbił się od chłopca i ugodził
Toma Riddle'a prosto w twarz. Czarny Pan padł martwy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)