niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział 3

Rozdział 3
            Harry'ego przeszył strach. Od razu rozpoznał ten głos. Wiedział kto to. Powróciło mu wspomnienie z Ministerstwa. Voldemort go wtedy zmanipulował. Zacisnął dłoń na różdżce. Był przygotowany.
-Co tu robisz, McLevis? - spytał rozwścieczony czarnowłosy.
McLevis był szczupłym mężczyzną z brązowymi włosami i szarymi oczami. Miał długą, okrągłą twarz oraz zmarszczki na czole. Był bardzo podobny do Lucjusza Malfoy'a.
-Po co te nerwy? Przybywam z wiadomością od mego Pana - powiedział bezpośrednio.
-Czego on ode mnie chce?! - zapytał groźnie Harry.
-On nigdy nie chciał cię zabić. Miałeś być jego sprzymierzeńcem. Ale James…
-NIE WAŻ SIĘ ŹLE WYRAŻAĆ O MOIM OJCU! - krzyknął wściekle Potter. Utracił już panowanie nad sobą.
Vincent wyciągnął powoli różdżkę z kieszeni w razie konieczności i wycelował nią w Harry'ego. Zaczął pomału tracić cierpliwość.
-Spokojnie Potter, to nie musi się tak skończyć… - powiedział ostrożnie McLevis.
-ODŁÓŻ TO NATYCHMIAST! - wydarł się już bardzo głośno.
-Expelliarmus! - krzyknął brązowowłosy, po czym się deportował.
To było jedno z najgorszych przeżyć bliznowatego. Ignorując wszystkich wokół siebie pobiegł natychmiast do dormitorium i rzucił się na łóżko. Oczy miał pełne łez. To niemożliwe. Voldemort nie chciał go zabić… Nigdy by tego nie przypuszczał. Nadmiar myśli w jego głowie sprawił, że po upływie kilku chwil spał już jak zabity.
            Chłopaka obudziło głośne łomotanie do drzwi dormitorium. Zwlekł się zmęczony z łóżka, podszedł do drzwi i otworzył je. Ten widok go zaskoczył. Hermiona miała fioletową skórę. Widać było, że płakała.
-Hermiono! Co ci się stało? - spytał zaniepokojony Harry.
-To Weasley. On to zrobił! - krzyknęła z płaczem dziewczyna.
-Zajmę się nim. A ty idź prędko do Pani Pomfrey - zażądał Harry.
Panna Lestrange pokiwała twierdząco głową, po czym wyszła z dormitorium. Potter natychmiast ruszył w stronę pokoju wspólnego Gryffindoru. Na siódmym piętrze przy portrecie Grubej Damy, spotkał chłopaka z trzeciej klasy. Podszedł do niego ostrożnie i obrzucił go wzrokiem od stóp do głów. Po chwili odezwał się do niego.
-Daj to Ronaldowi Weasley'owi.
Wystraszony chłopiec pokiwał głową i wszedł do pokoju wspólnego Gryfonów, zaś Harry ruszył do opuszczonej klasy na szóstym piętrze i zaczaił się za drzwiami.
            Po upływie kilku minut do środka wszedł rudowłosy gryfon. Doskonale wiedział kto to jest. Podszedł on do starego, zakurzonego biurka i zaczął czytać jakieś dokumenty. Potter jednak postanowił go zaatakować.
-Drętwota! - krzyknął czarnowłosy.
Promień ugodził gryfona prosto w tył głowy, po czym upadł na zakurzoną posadzkę. Chłopak podniósł się i spojrzał na ślizgona.
-Potter… Czego chcesz? - spytał rozzłoszczony rudowłosy.
-Zemsty! - krzyknął złośliwie Harry.
Gryfon wyciągnąć różdżkę i strzelić urokiem w twarz Pottera, jednak on był szybszy. Wytrącił różdżkę z ręki rudego po czym zaśmiał się cicho.
-Stupesanguis!
Rudzielec upadł na podłogę, a z jego nosa zaczął płynąć ostry krwotok. Podszedł do niego. Był nieprzytomny. Potter wyszedł z pomieszczenia zostawiając zakrwawionego Weasley'a. Pewnie ruszył w stronę Wielkiej Sali na śniadanie.
            Kiedy wszedł do środka, usiadł przy stole ślizgonów obok swoich przyjaciół. Zobaczył wśród nich czarnowłosą dziewczynę o mocno zielonych oczach. Usiadł obok niej i zaczął rozmowę z przyjaciółmi.
-Draco, kto to jest? - spytał z zaciekawieniem o dziewczynę.
Blondyn już otwierał usta by coś powiedzieć, lecz czarnowłosa wyprzedziła go.
-Jestem Kedavra. Kedavra Riddle. Zostałam dzisiaj przydzielona do Slytherinu. Ty pewnie jesteś Harry. Twoi przyjaciele mi opowiadali o tobie - powiedziała z entuzjazmem.
-A więc, skąd pochodzisz, Kedavro? - spytał, okazując zainteresowanie.
-Pochodzę z Anglii. Mieszkam na wzgórzu Black Widow - powiedziała z uśmiechem na ustach.
Harry'ego zainteresowała czarnowłosa dziewczyna. Bardzo dobrze się dogadywali, mieli podobne zainteresowania. Jednak ich rozmowę przerwała Pansy.
-Gdzie Hermiona? - spytała cicho.
-Weasley rzucił na nią urok. Dałem mu już nauczkę - oznajmił Potter.
-Rozumiem, chodźmy na lekcję. Dzisiaj mamy ONMS - powiedziała ze znudzeniem Parkinson.
Czwórka przyjaciół wyszła na błonie kierując się w stronę chatki gajowego - Hagrida. Miel nadzieję, że nie przygotował nic niebezpiecznego, bo nie chciało im się dzisiaj pilnować stworzeń by nie zabijały się nawzajem. Jednak zamiast Hagrida, zza chatki wyszła profesor Grubbly-Plank. Uczyła ich, na zastępstwach za Hagrida.
-Witam wszystkich. Dzisiaj zajmiemy się błotoryjami. Jest to magiczne stworzenie wstępujące na terenach podmokłych. Ktoś wie czym się żywią?
Po kilku sekundach w powietrze wystrzeliła ręka Kedavry. Kilku uczniów spojrzało na ślizgonkę.
-Tak, panno Riddle? - zapytała kobieta z lekko drżącym głosem.
-Błotoryje żywią się małymi ssakami, a do największych ich przysmaków należą mandragory, które uwielbiają - powiedziała pewnie Kedavra.
-Świetnie! 10 punktów dla Slytherinu - krzyknęła nauczycielka.
            Po trzydziestu minutach lekcja zakończyła się, a przyjaciele ruszyli w stronę lochów na lekcję eliksirów. Kiedy dotarli do lochów, przed salą do eliksirów zobaczyli uśmiechającą się w ich stronę Hermionę. Podbiegli do niej i zaczęli opowiadać jej o Kedavrze. Po kilku minutach wszedł Snape wpuszczając ich do klasy.
-Dzisiaj uwarzycie Antidotum na Popularne Trucizny. Ktoś wie, jaki jest główny składnik, który można podać zamiast antidotum? - spytał Mistrz Eliksirów.
Ręka Hermiony i Kedavry wystrzeliły w powietrze.
-Panna Lestrange.
-To bezoar. Można wepchnąć go do gardła ofiary - powiedziała głośno Hermiona.
-Pięć punktów dla Slytherinu. Przepis macie na tablicy. Zaczynajcie - kazał chłodno Snape.
Na biurkach pojawiły się wszystkie potrzebne składniki. Wszyscy zaczęli pracować. Słychać było, jak wszyscy rozdrabniali bezoar w moździerzu, podgrzewali, a Longbottom jak zwykle coś sknocił.
-LONGBOTTOM! Miałeś dodać CZTERY miarki proszku, a nie TRZY! - krzyknął ze złością Snape.
-Gryffindor traci dwadzieścia pięć punktów!
            Pod koniec drugiej godziny eliksirów, wszyscy oprócz Neville'a skończyli przygotowywać antidotum. Oddali fiolki profesorowi, a po dzwonku ślizgoni poszli w stronę klasy zaklęć na trzecim piętrze.
            Po lekcji zaklęć udali się na obiad do Wielkiej Sali. Po drodze jednak spotkali Weasley'a wraz z Thomasem, którzy chcieli zaatakować Pottera, jednak przestraszyli się nowej uczennicy, ponieważ zagroziła im Avadą.
Na obiad zjedli kotleta schabowego z ziemniakami oraz zupę pieczarkową. Po obiedzie ruszyli do pokoju wspólnego Slytherinu.
Kiedy weszli do środka, Malfoy poszedł wraz z Pansy po miotły, gdyż za godzinę mieli trening quidditcha. Kiedy wyszli z pokoju wspólnego, Harry wraz z Kedavrą usiadł na kanapie przed kominkiem.
-Harry? - spytała niepewnie dziewczyna
-Co się stało, Kedavro? - zapytał troskliwie czarnowłosy.
-Mój ojciec Tom, nigdy nie chciał cię zabić. Możesz być z nami. Możesz do nas dołączyć jeśli tylko chcesz - powiedziała cichym szeptem panna Riddle.
Harry spojrzał w jej zielone oczy. Długo się zastanawiał. Nie był pewien, czy dobrze robi. Jednak zdecydował się przyłączyć w jego szeregi.
-Jeśli tylko mógłbym - powiedział Harry uśmiechając się do niej.
-Wyślę list do ojca. Niedługo powinnam otrzymać odpowiedź - powiedziała radośnie odwzajemniając uśmiech.
-Dobrze więc, będę gotowy - powiedział pewnie czarnowłosy.
-Kedavro? - powiedział pytająco zielonooki.
-Tak Harry? - spytała miło dziewczyna.
-Wiesz, jutro jest pierwszy wypad do Hogsmeade. Chciałabyś pójść ze mną? - zapytał z zaciekawieniem ślizgon.
-Z chęcią pójdę - odpowiedziała uśmiechając się do niego.
            Rozmawiali już parę godzin. Nagle Harry zorientował się, że jest już prawie dwudziesta druga. Po chwili obydwoje ruszyli do swoich dormitoriów.
 W środku Harry spotkał siedzącego na łóżku Dracona, który rozmawiał z Zabinim. Po chwili Blaise wyszedł, a Malfoy zwrócił się do Harry'ego.
-No, no Potter. Znalazłeś sobie dziewczynę? - spytał złośliwie.
Harry zignorował go. Przebrał się, po czym poszedł spać. Jest podekscytowany tym, że idzie do Hogsmeade z nową przyjaciółką oraz tym, że przyłączy się do Czarnego Pana.
Przez nadmiar emocji nie mógł spać. Usnął dopiero około pierwszej w nocy. Musiał przyznać, że to był jeden z ciekawszych dni.

 ***
Kolejny z dłuższych rozdziałów. Na razie będą się pojawiać codziennie, gdyż mam duże zainspirowanie. Mam nadzieję, że spodobał wam się ten rozdział :)
Zaklęcie "Stupesanguis"  którego Harry rzucił na Weasley'a, to mój własny wymysł. Zaklęcie ogłusza przeciwnika i powoduje potężny krwotok z nosa. Nazwa zaklęcia pochodzi z łaciny (ogłuszenie - stupefaciunt + krwotok - sanguis).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz