poniedziałek, 15 lutego 2016

Rozdział 4

Rozdział 4
            Był sobotni, październikowy poranek. Niebo było bezchmurne.  Ptaki latały stadami, a liście powoli opadały z drzew. Tymczasem w sypialni szósto rocznych ślizgonów spał czarnowłosy chłopiec z blizną na czole, który poprzedniego dnia zdecydował przyłączyć się do szeregów Śmierciożerców. Chłopak obudził się z jego głębokiego snu. Pragnął jeszcze trochę pospać, lecz nie pozwolił mu na to wypad do Hogsmeade, który miał być za trzy godziny. Zwlekł się z łóżka, po czym poszedł do małej łazienki w kolorach Slytherinu wziąć poranny prysznic. Jednak tego dnia woda była lodowata. Darował sobie i poszedł ubrać się w luźne ubrania o stylu buntowniczym. Po piętnastu minutach zszedł do salonu, lecz nikogo nie było. Śniadanie musiało się już zacząć. Ale nie śpieszyło mu się. Wyszedł z pokoju wspólnego powolnym, spokojnym krokiem. Myślał o tym, co będzie jak Voldemort przyjmie go w swoje szeregi. Na pewno będzie musiał zabijać. Ale on tego nie chce. Nie chce zabijać niewinnych czarodziejów lub mugoli. Sumienie nie będzie dawało mu spokoju. Zanim kogoś zamorduje, będzie dużo myślał, czy to zrobić. Jednak jeśli pozwoli komuś odejść, Czarny Pan się wścieknie i go zabiję. Będą problemy. Ten ktoś mógłby donieść ministerstwu magii.
            Jego przemyślenia przerwał gwar z Wielkiej Sali. Spojrzał na zegarek. Była już 8:47, więc Harry postanowił poczekać na zakończenie śniadania. Nie dał rady myśleć o czymkolwiek przez ten hałas. W końcu nadeszła upragniona chwila końca śniadania. Z sali wychodziły tłumy uczniów prosto na dziedziniec, by przejść "kontrolę Filcha", po czym pójść do Hogsmeade. Harry jednak czekał na jedną, konkretną osobę, a między innymi na Kedavrę. Po chwili dziewczyna wyszła z Wielkiej Sali i podeszła do chłopaka.
-Cześć Harry! - powiedziała z entuzjazmem uśmiechając się do niego.
-Hej, chodźmy już do Hogsmeade - oznajmił odwzajemniając uśmiech.
Ruszyli w stronę dziedzińca rozmawiając o temacie przyłączenia się do Voldemorta. Na zewnątrz podeszli do Filcha na kontrolę. Argus przeszukał ich, czy nie przenoszą żadnych niebezpiecznych przedmiotów. Po przeszukaniu poszli wydeptaną przez uczniów drogą w stronę wioski. Kiedy przechodzili przez las, wiał lekki wiatr oraz było słychać śpiew ptaków oraz szum drzew, a w powietrzu było czuć zapach lasu.  Harry zmienił temat na pogodę.
-Uwielbiam taką pogodę. Lekki wiatr, bezchmurne niebo… - powiedział wpatrując się w Kedavrę.
-To tak jak ja. W takiej pogodzie czuję się… wolna - rzekła wąchając zerwanego przed chwilą kwiatka.
-To barwinek, kocham jego zapach - rzucił krótko Potter.
-Ja tak samo - odpowiedziała czarnowłosa.
Dużo się o sobie dowiedzieli po drodze do Hogsmeade. Na przykład obydwoje lubią książki fantastyczne, a ich ulubionym daniem obiadowym jest udko kurczaka z ziemniakami i surówką polane ketchupem. Jednak Harry kocha quidditch, a Kedavra za nim nie przepada. Dotarli w końcu do wioski. Kilka budynków było podniszczonych przez ostatni atak śmierciożerców, jednak Hogsmeade nadal było piękne. Harry i Kedavra poszli pod Trzy Miotły, by napić się piwa kremowego. Gdy weszli do środka, usiedli przy stoliku w rogu pomieszczenia niedaleko palącego się kominka. Na stoliku leżały dwie serwetki, oraz rozbita szklanka. Po chwili podeszła do nich Madame Rosmerta.
-Co podać? - spytała uprzejmie.
-Proszę dwa piwa kremowe - powiedział miło Harry.
-To będą cztery sykle - rzekła kobieta.
Czarnowłosy wyciągnął pieniądze i zapłacił, po czym Rosmerta przyniosła piwo. Kiedy odeszła, Potter zaczął rozmawiać z ślizgonką.
-Kedavro,  otrzymałaś już odpowiedź od ojca? - spytał z zainteresowaniem Harry.
-Jeszcze nie, ale jestem pewna, że się zgodzi - odpowiedziała z uśmiechem dziewczyna.
-Harry, a co wczoraj zrobiłeś Weasley'owi, jeśli mogę spytać? - zapytała z proszącym wzrokiem.
-Rzuciłem na niego Stupesanguis - odrzekł spokojnie czarnowłosy.
-Naprawdę? Nie wiedziałam że znasz zaklęcia czarnomagiczne - powiedziała z podziwem Kedavra.
-To chyba dobrze, skoro chcę dołączyć do twojego ojca, prawda? - spytał z uśmiechem na ustach chłopak.
-Tak, masz rację. Może chodźmy dalej, już wypiliśmy - zaproponowała panna Riddle.
Harry pokiwał twierdząco głową, po czym wyszli z budynku. Razem poszli do Miodowego Królestwa kupić trochę słodyczy. Kiedy byli już w środku, kupili cukrowe pióra, dyniowe paszteciki, czekoladowe żaby oraz fasolki wszystkich smaków. Po wyjściu ze sklepu skierowali się do kawiarni znajdującej się nieopodal. Zamówili kawę i usiedli razem przy jednym ze stolików.
-Harry, wszystko w porządku? Wyglądasz blado - powiedziała z zaniepokojeniem ślizgonka.
-Wszystko dobrze, tylko boje się jak to będzie jak dołączę do was - uspokajał ją czarnowłosy.
-Spokojnie, będzie dobrze. Będziesz musiał zabić kogoś, żeby udowodnić swoją lojalność wobec ojca oraz wypowiedzieć przysięgę. Wtedy ojciec wypali ci Mroczny Znak - rzekła cicho czarnowłosa.
-Zabić? Cholera… - powiedział smutno.
-Nie bój się, możesz zamknąć oczy - mówiła spokojnie.
-Dzięki za poradę. Chodźmy nad jezioro - zaproponował, próbując się uśmiechnąć.
Kiedy wyszli na zewnątrz do Kedavry podleciała czarna płomykówka, która miała przywiązana list do nóżki. Dziewczyna, wzięła list, przeczytała go i spojrzała na Harry'ego.
-To od ojca. Zgodził się - powiedziała ze szczerym uśmiechem na twarzy.
-To kiedy mam się stawić? - spytał bardziej opanowanym tonem.
-Dzisiaj o osiemnastej. Przyjdź do Snape'a, deportujesz się z nim - rzekła z entuzjazmem.
Uśmiechając się do siebie, ruszyli w stronę jeziora nieopodal wioski. Kiedy dotarli, usiedli pod dużym dębem, wpatrując się w jezioro. Na niebie leciało duże stado ptaków, a na drzewie wróble budowały gniazdo. Kiedy siedzieli, Harry spojrzał na Kedavrę.
            Miała mocno zielone oczy nad którymi były długie rzęsy. Na jej małych, uśmiechniętych ustach była lekko czerwona szminka, a w uszach miała czarne kolczyki. Zdaniem Harry'ego - była piękna. Mógłby się wpatrywać w nią cały dzień, lecz zorientował się, że dziewczyna coś do niego powiedziała.
-Yyy… co? - spytał nieprzytomnie.
-Mówiłam, że cieszę się, że będziemy razem po jednej stronie - powiedziała uśmiechając się do niego.
-Ja także się cieszę - odpowiedział odwzajemniając uśmiech.
-Kedavro, czy to naznaczenie będzie na wzgórzu Black Widow? - spytał z zaciekawieniem.
-Tak, w naszej piwnicy. Jest duża, więc nie przestrasz się - powiedziała złośliwie czarnowłosa.
-Bardzo śmieszne… - odrzekł ponuro Harry.
-Już szesnasta. Powinniśmy już wracać, jeśli chcesz zdążyć - poleciła z uśmiechem na twarzy.
-Masz rację - powiedział Potter, po czym wstał i poszedł z ślizgonką w stronę zamku.
            Kiedy dotarli do zamku, poszli do pokoju wspólnego Slytherinu, by przygotować się na naznaczenie. Pół godziny później spotkali się w salonie. Harry był ubrany w czarny sweter oraz czarne jeansy, a Kedavra w czarną sukienkę.
-Kedavro, czy tak można wyglądać na tych zebraniach śmierciożerców? - spytał zdziwiony unosząc brwi.
-Oczywiście że nie. Przecież tam mieszkam, wezmę szatę śmierciożercy z pokoju - odrzekła z rozbawieniem czarnowłosa.
-Chodźmy już, bo się spóźnimy - powiedział szybko.
-Tak, racja - odpowiedziała z uśmiechem, po czym wyszła wraz z Harrym z pokoju wspólnego.
Kiedy opuścili pomieszczenie, ruszyli korytarzem prosto do gabinetu Snape'a. Kiedy zapukali, usłyszeli chłodne ,,wejść'', po czym weszli do środka. Mistrz Eliksirów stał przed kominkiem w szacie śmierciożercy. Widocznie został poinformowany przez Czarnego Pana.
-Potter, wiesz jak się przy nim zachować? - spytał chłodno Severus.
-Tak, wiem. Muszę mu okazać szacunek - odpowiedział ostrożnie Potter.
-Dobrze, jesteś gotowy? - zapytał szorstko.
-Tak, możemy już iść - powiedział pewnie.
-Świetnie. Dajcie rękę, deportujemy się - rzekł bez emocjonalnie Mistrz Eliksirów.
Dwójka uczniów posłusznie wykonała rozkaz profesora. Harry poczuł mocne zawirowanie, po czym upadł na ziemię przy mrocznym lesie. Kiedy wstał i spojrzał przed siebie, zobaczył ogromny zamek na jakimś wzgórzu. To pewnie musiało być wzgórze Black Widow. W środkowej części zamku, na jednym z wyższych pięter widać było otwarte drzwi od balkonu. Podejrzewał, że to była sypialnia Czarnego Pana.
            Po chwili wszyscy troje ruszyli w stronę zamku. Kiedy podeszli do drzwi, Snape wypowiedział jakiś dziwny wyraz, po czym drzwi się otworzyły. Prawdopodobnie było to jakieś hasło. Weszli do holu. Był on bardzo duży i mroczny. Na ścianie przed drzwiami nad schodami wisiał obraz Salazara Slytherina, a po obu jego stronach spuszczony był herb Slytherinu. Hol oświetlony był pochodniami, powieszonymi na ścianach oraz wielkim żyrandolem znajdującym się nad samym środkiem pomieszczenia. Kedavra weszła po schodach i skręciła w prawy korytarz idąc po szatę śmierciożercy. Za to Severus i Harry weszli w środkowe drzwi, które prowadziły do ogromnego, mrocznego gabinetu. Za dużym biurkiem siedział przystojny mężczyzna posiadający czarne włosy i zielone oczy. Pamiętał tego mężczyznę. Wyglądał zupełnie identycznie jak Tom Riddle, kiedy widział go w drugiej klasie. Czarny Pan spojrzał przed siebie i uśmiechnął się.
-Harry Potter… Chłopiec który przeżył… Teraz dołączy do mnie.

 ***
I kolejny rozdział! Teraz dopiero zaczyna się prawdziwa akcja, jak widzicie. W tym rozdziale mogliście dowiedzieć się więcej o Harrym i Kedavrze. Mam nadzieję że rozdział wam się spodobał :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz