Rozdział 4
Był sobotni, październikowy poranek. Niebo było bezchmurne. Ptaki latały stadami, a liście powoli opadały
z drzew. Tymczasem w sypialni szósto rocznych ślizgonów spał czarnowłosy
chłopiec z blizną na czole, który poprzedniego dnia zdecydował przyłączyć się
do szeregów Śmierciożerców. Chłopak obudził się z jego głębokiego snu. Pragnął
jeszcze trochę pospać, lecz nie pozwolił mu na to wypad do Hogsmeade, który
miał być za trzy godziny. Zwlekł się z łóżka, po czym poszedł do małej łazienki
w kolorach Slytherinu wziąć poranny prysznic. Jednak tego dnia woda była
lodowata. Darował sobie i poszedł ubrać się w luźne ubrania o stylu
buntowniczym. Po piętnastu minutach zszedł do salonu, lecz nikogo nie było.
Śniadanie musiało się już zacząć. Ale nie śpieszyło mu się. Wyszedł z pokoju
wspólnego powolnym, spokojnym krokiem. Myślał o tym, co będzie jak Voldemort przyjmie
go w swoje szeregi. Na pewno będzie musiał zabijać. Ale on tego nie chce. Nie
chce zabijać niewinnych czarodziejów lub mugoli. Sumienie nie będzie dawało mu
spokoju. Zanim kogoś zamorduje, będzie dużo myślał, czy to zrobić. Jednak jeśli
pozwoli komuś odejść, Czarny Pan się wścieknie i go zabiję. Będą problemy. Ten
ktoś mógłby donieść ministerstwu magii.
Jego przemyślenia przerwał gwar z
Wielkiej Sali. Spojrzał na zegarek. Była już 8:47, więc Harry postanowił
poczekać na zakończenie śniadania. Nie dał rady myśleć o czymkolwiek przez ten
hałas. W końcu nadeszła upragniona chwila końca śniadania. Z sali wychodziły
tłumy uczniów prosto na dziedziniec, by przejść "kontrolę Filcha", po
czym pójść do Hogsmeade. Harry jednak czekał na jedną, konkretną osobę, a
między innymi na Kedavrę. Po chwili dziewczyna wyszła z Wielkiej Sali i
podeszła do chłopaka.
-Cześć
Harry! - powiedziała z entuzjazmem uśmiechając się do niego.
-Hej,
chodźmy już do Hogsmeade - oznajmił odwzajemniając uśmiech.
Ruszyli w
stronę dziedzińca rozmawiając o temacie przyłączenia się do Voldemorta. Na
zewnątrz podeszli do Filcha na kontrolę. Argus przeszukał ich, czy nie
przenoszą żadnych niebezpiecznych przedmiotów. Po przeszukaniu poszli wydeptaną
przez uczniów drogą w stronę wioski. Kiedy przechodzili przez las, wiał lekki
wiatr oraz było słychać śpiew ptaków oraz szum drzew, a w powietrzu było czuć
zapach lasu. Harry zmienił temat na
pogodę.
-Uwielbiam
taką pogodę. Lekki wiatr, bezchmurne niebo… - powiedział wpatrując się w Kedavrę.
-To tak jak
ja. W takiej pogodzie czuję się… wolna - rzekła wąchając zerwanego przed chwilą
kwiatka.
-To
barwinek, kocham jego zapach - rzucił krótko Potter.
-Ja tak samo
- odpowiedziała czarnowłosa.
Dużo się o
sobie dowiedzieli po drodze do Hogsmeade. Na przykład obydwoje lubią książki
fantastyczne, a ich ulubionym daniem obiadowym jest udko kurczaka z ziemniakami
i surówką polane ketchupem. Jednak Harry kocha quidditch, a Kedavra za nim nie
przepada. Dotarli w końcu do wioski. Kilka budynków było podniszczonych przez
ostatni atak śmierciożerców, jednak Hogsmeade nadal było piękne. Harry i
Kedavra poszli pod Trzy Miotły, by napić się piwa kremowego. Gdy weszli do
środka, usiedli przy stoliku w rogu pomieszczenia niedaleko palącego się
kominka. Na stoliku leżały dwie serwetki, oraz rozbita szklanka. Po chwili
podeszła do nich Madame Rosmerta.
-Co podać? -
spytała uprzejmie.
-Proszę dwa
piwa kremowe - powiedział miło Harry.
-To będą
cztery sykle - rzekła kobieta.
Czarnowłosy
wyciągnął pieniądze i zapłacił, po czym Rosmerta przyniosła piwo. Kiedy
odeszła, Potter zaczął rozmawiać z ślizgonką.
-Kedavro, otrzymałaś już odpowiedź od ojca? - spytał z
zainteresowaniem Harry.
-Jeszcze
nie, ale jestem pewna, że się zgodzi - odpowiedziała z uśmiechem dziewczyna.
-Harry, a co
wczoraj zrobiłeś Weasley'owi, jeśli mogę spytać? - zapytała z proszącym
wzrokiem.
-Rzuciłem na
niego Stupesanguis - odrzekł spokojnie czarnowłosy.
-Naprawdę? Nie
wiedziałam że znasz zaklęcia czarnomagiczne - powiedziała z podziwem Kedavra.
-To chyba
dobrze, skoro chcę dołączyć do twojego ojca, prawda? - spytał z uśmiechem na
ustach chłopak.
-Tak, masz
rację. Może chodźmy dalej, już wypiliśmy - zaproponowała panna Riddle.
Harry
pokiwał twierdząco głową, po czym wyszli z budynku. Razem poszli do Miodowego
Królestwa kupić trochę słodyczy. Kiedy byli już w środku, kupili cukrowe pióra,
dyniowe paszteciki, czekoladowe żaby oraz fasolki wszystkich smaków. Po wyjściu
ze sklepu skierowali się do kawiarni znajdującej się nieopodal. Zamówili kawę i
usiedli razem przy jednym ze stolików.
-Harry, wszystko
w porządku? Wyglądasz blado - powiedziała z zaniepokojeniem ślizgonka.
-Wszystko
dobrze, tylko boje się jak to będzie jak dołączę do was - uspokajał ją
czarnowłosy.
-Spokojnie,
będzie dobrze. Będziesz musiał zabić kogoś, żeby udowodnić swoją lojalność
wobec ojca oraz wypowiedzieć przysięgę. Wtedy ojciec wypali ci Mroczny Znak -
rzekła cicho czarnowłosa.
-Zabić?
Cholera… - powiedział smutno.
-Nie bój
się, możesz zamknąć oczy - mówiła spokojnie.
-Dzięki za
poradę. Chodźmy nad jezioro - zaproponował, próbując się uśmiechnąć.
Kiedy wyszli
na zewnątrz do Kedavry podleciała czarna płomykówka, która miała przywiązana
list do nóżki. Dziewczyna, wzięła list, przeczytała go i spojrzała na
Harry'ego.
-To od ojca.
Zgodził się - powiedziała ze szczerym uśmiechem na twarzy.
-To kiedy
mam się stawić? - spytał bardziej opanowanym tonem.
-Dzisiaj o
osiemnastej. Przyjdź do Snape'a, deportujesz się z nim - rzekła z entuzjazmem.
Uśmiechając
się do siebie, ruszyli w stronę jeziora nieopodal wioski. Kiedy dotarli,
usiedli pod dużym dębem, wpatrując się w jezioro. Na niebie leciało duże stado
ptaków, a na drzewie wróble budowały gniazdo. Kiedy siedzieli, Harry spojrzał
na Kedavrę.
Miała mocno zielone oczy nad którymi
były długie rzęsy. Na jej małych, uśmiechniętych ustach była lekko czerwona
szminka, a w uszach miała czarne kolczyki. Zdaniem Harry'ego - była piękna.
Mógłby się wpatrywać w nią cały dzień, lecz zorientował się, że dziewczyna coś
do niego powiedziała.
-Yyy… co? -
spytał nieprzytomnie.
-Mówiłam, że
cieszę się, że będziemy razem po jednej stronie - powiedziała uśmiechając się
do niego.
-Ja także
się cieszę - odpowiedział odwzajemniając uśmiech.
-Kedavro,
czy to naznaczenie będzie na wzgórzu Black Widow? - spytał z zaciekawieniem.
-Tak, w
naszej piwnicy. Jest duża, więc nie przestrasz się - powiedziała złośliwie
czarnowłosa.
-Bardzo
śmieszne… - odrzekł ponuro Harry.
-Już
szesnasta. Powinniśmy już wracać, jeśli chcesz zdążyć - poleciła z uśmiechem na
twarzy.
-Masz rację
- powiedział Potter, po czym wstał i poszedł z ślizgonką w stronę zamku.
Kiedy dotarli do zamku, poszli do
pokoju wspólnego Slytherinu, by przygotować się na naznaczenie. Pół godziny
później spotkali się w salonie. Harry był ubrany w czarny sweter oraz czarne
jeansy, a Kedavra w czarną sukienkę.
-Kedavro,
czy tak można wyglądać na tych zebraniach śmierciożerców? - spytał zdziwiony
unosząc brwi.
-Oczywiście
że nie. Przecież tam mieszkam, wezmę szatę śmierciożercy z pokoju - odrzekła z
rozbawieniem czarnowłosa.
-Chodźmy
już, bo się spóźnimy - powiedział szybko.
-Tak, racja
- odpowiedziała z uśmiechem, po czym wyszła wraz z Harrym z pokoju wspólnego.
Kiedy
opuścili pomieszczenie, ruszyli korytarzem prosto do gabinetu Snape'a. Kiedy
zapukali, usłyszeli chłodne ,,wejść'',
po czym weszli do środka. Mistrz Eliksirów stał przed kominkiem w szacie
śmierciożercy. Widocznie został poinformowany przez Czarnego Pana.
-Potter,
wiesz jak się przy nim zachować? - spytał chłodno Severus.
-Tak, wiem.
Muszę mu okazać szacunek - odpowiedział ostrożnie Potter.
-Dobrze,
jesteś gotowy? - zapytał szorstko.
-Tak, możemy
już iść - powiedział pewnie.
-Świetnie.
Dajcie rękę, deportujemy się - rzekł bez emocjonalnie Mistrz Eliksirów.
Dwójka
uczniów posłusznie wykonała rozkaz profesora. Harry poczuł mocne zawirowanie,
po czym upadł na ziemię przy mrocznym lesie. Kiedy wstał i spojrzał przed
siebie, zobaczył ogromny zamek na jakimś wzgórzu. To pewnie musiało być wzgórze
Black Widow. W środkowej części zamku, na jednym z wyższych pięter widać było
otwarte drzwi od balkonu. Podejrzewał, że to była sypialnia Czarnego Pana.
Po chwili wszyscy troje ruszyli w
stronę zamku. Kiedy podeszli do drzwi, Snape wypowiedział jakiś dziwny wyraz,
po czym drzwi się otworzyły. Prawdopodobnie było to jakieś hasło. Weszli do
holu. Był on bardzo duży i mroczny. Na ścianie przed drzwiami nad schodami wisiał
obraz Salazara Slytherina, a po obu jego stronach spuszczony był herb
Slytherinu. Hol oświetlony był pochodniami, powieszonymi na ścianach oraz
wielkim żyrandolem znajdującym się nad samym środkiem pomieszczenia. Kedavra weszła
po schodach i skręciła w prawy korytarz idąc po szatę śmierciożercy. Za to
Severus i Harry weszli w środkowe drzwi, które prowadziły do ogromnego,
mrocznego gabinetu. Za dużym biurkiem siedział przystojny mężczyzna posiadający
czarne włosy i zielone oczy. Pamiętał tego mężczyznę. Wyglądał zupełnie
identycznie jak Tom Riddle, kiedy widział go w drugiej klasie. Czarny Pan
spojrzał przed siebie i uśmiechnął się.
-Harry
Potter… Chłopiec który przeżył… Teraz dołączy do mnie.
***
I kolejny rozdział! Teraz dopiero zaczyna się prawdziwa akcja, jak widzicie. W tym rozdziale mogliście dowiedzieć się więcej o Harrym i Kedavrze. Mam nadzieję że rozdział wam się spodobał :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz