Rozdział 1
Była pierwsza w nocy. Wszyscy w
zamku spali spokojnie, oprócz jednego ślizgona. Miał on czarne włosy, okulary i
bliznę na czole. Właśnie dowiedział się prawdy o swoich rodzicach. Dumbledore
wezwał go na dodatkowe lekcje. Nie było go tam, więc nie oparł się pokusie i zanurzył
głowę w myślodsiewni. Tam zobaczył to wspomnienie. Albus Dumbledore szedł do
ruin domu w jakiejś wiosce. Kiedy usunął trochę gruzu stanął nad dwoma ciałami
- mężczyzny i kobiety. Obydwoje mieli na lewym przedramieniu Mroczny Znak -
symbol Śmierciożerców. A obok leżało dziecko z blizną na czole.
Następnego ranka Harry'ego obudził
jego przyjaciel, który powiedział że pora iść na śniadanie, bo nie długo
zaczynają się lekcje. Czarnowłosy wstał i poszedł do łazienki wziąć prysznic.
Po dwudziestu minutach wyszedł z łazienki, ubrał szatę i zszedł do pokoju
wspólnego. Zastał tam jego przyjaciół czekających na niego przy marmurowym
kominku.
-Nareszcie
jesteś Harry! - powiedziała z entuzjazmem czarnowłosa ślizgonka.
-Chodźmy już
na śniadanie, jestem głodny - rzucił krótko Potter.
Kiedy
ślizgoni szli korytarzem zatrzymali się i spojrzeli na Harry'ego.
-Wszystko w
porządku? Wydajesz się jakiś nieswój - powiedziała zaniepokojona dziewczyna.
-Chodzi o
Weasley'a? Nie przejmuj się tą rudą szumowiną! - krzyknął blondwłosy ślizgon.
-Nie chodzi
tutaj o nikogo... Powiem wam potem - rzekł krótko Harry.
Po upływie
kilku minut przyjaciele ruszyli do Wielkiej Sali na śniadanie. Przed salą
zobaczyli ogłoszenie. Wyglądało na dosyć ważne.
Uwaga!
Informujemy
wszystkich uczniów o zakazie wychodzenia na korytarz na 5 piętrze. Ministerstwo
zajmie się zaistniałą sytuacją w ciągu kilku tygodni, a korytarz będzie znów funkcjonował.
Przepraszamy
za utrudnienia,
Dyrekcja
Szkoły
Po
przeczytaniu, trójka przyjaciół weszła do środka i usiadła przy stole ślizgonów
i nabrała trochę jedzenia na talerze.
-Co myślicie
o tym ogłoszeniu? - spytał spokojnie Harry.
-Jak dla
mnie to stek bzdur. Co tam niby jest?! - powiedział głośno Draco.
-Powinniśmy
to sprawdzić, no nie? - spytał czarnowłosy.
-Chyba was
głowa boli! Chcecie tam iść? - spytała przestraszona dziewczyna
Potter i
Malfoy spojrzeli na nią i zaczęli się głośno śmiać. Czarnowłosa nie wiedziała z
czego oni się mogą śmiać.
-Spokojnie
Hermiono, nic tam nie ma! - uspokajał ją Harry.
Kiedy
wszyscy najedli się do syta mieli pójść na środowe lekcje, jednak wstał
dyrektor i zaczął przemowę.
-Jak
widzieliście ogłoszenie, nie można wchodzić na korytarz na piątym piętrze. Czai
się tam bowiem coś groźniejszego od dementora czy bazyliszka. Jeśli nie chcecie
zginąć, nie radzę wam tam wchodzić. Cóż, to tyle. Idźcie na lekcje!
Harry, Draco
i Hermiona ruszyli w stronę lochów na podwójne lekcje eliksirów ze Snapem. Większość
uczniów bała się go, lecz on dawał ulgi ślizgonom, którzy byli z tego powodu
bardzo zadowoleni. Po kilku minutach stania pod drzwiami sali, wszedł
nauczyciel i wpuścił ich do środka.
-Dzisiaj
uwarzycie Wywar Żywej Śmierci. Przepis macie na tablicy. Macie na to półtorej
godziny. Zaczynajcie - powiedział chłodno Mistrz Eliksirów.
Zaczęli pracować. Jak zwykle, Neville Longbottom zrobił dziurę w kociołku. Snape był wściekły. Odjął Gryffindorowi 50 punktów.
Zaczęli pracować. Jak zwykle, Neville Longbottom zrobił dziurę w kociołku. Snape był wściekły. Odjął Gryffindorowi 50 punktów.
Nagle, w korytarzu za salą było słychać szybkie kroki, jakby biegła. Krzyczała coś w stylu ,,Atak! Śmierciożercy!''.
Zaczęła się
panika. Gryfoni od razu wyciągnęli różdżki i ruszyli do walki.
Kilku
ślizgonów pobiegło w stronę ich pokoju wspólnego, a reszta nie ruszała się z
sali. Tylko nieliczna ich część wybiegła wspomóc oddziały Czarnego Pana. Wśród
nich byli Malfoy, Potter, Lestrange i Parkinson. Kiedy znaleźli się na
dziedzińcu głównym, od razu zobaczyli walczące siły dobra i zła. Pobiegli
szybko w stronę szeregów ciemności i zaczęli walczyć.
Zdjęli maski z twarzy martwych śmierciożerców i założyli je na twarz, aby nauczyciele nie rozpoznali ich. Bali się, że Zakon Feniksa ich pokona. Potter nie wiedział czy walczyć, czy uciec po kryjomu. Wczoraj dowiedział się, że jego rodzice popierali Voldemorta. Zdecydował się walczyć.
Zobaczyli Bellatrix Lestrange, która rzucała klątwy w stronę walczących uczniów. Profesor
Flitwick zaczął ciskać potężną serią zaklęć w kobietę. Kiedy Potter się obrócił
zobaczył Hermionę biegnącą w jej stronę strzelając zabójczym zaklęciem w
uczniów. Przeraził się. Nie chciał by coś się jej stało. Chciał za nią pobiec, lecz jeden ze śmierciożerców puścił
fioletowy promień w stronę wieży, która wybuchła i zawaliła się na kilku
uczniów. W tym samym czasie Śmierciożercy deportowali się z terenu Hogwartu.
Hermiona, Harry, Draco i Pansy szybko uciekli w stronę wiaduktu, by nie zostali skojarzeni z tą bitwą.
***
A oto pierwszy rozdział opowiadania. Jak widzicie, od razu akcja. Rozdział krótki, ale następne na pewno będą dłuższe, gwarantuję to wam :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz