wtorek, 16 lutego 2016

Rozdział 5

Rozdział 5
            Mężczyzna wydawał się zadowolony z powodu, że Harry Potter dołączy do jego szeregów. Chłopak cały się trząsł. Był bardzo przerażony. Nie chciał nikogo zabijać, a wiedział że musi. Jednak nie chciał być po przeciwnej stronie niż ich przyjaciele. Przyjaźń była dla niego na pierwszym miejscu. Tom kazał usiąść i poczekać młodemu Potterowi, zanim zacznie się ceremonia naznaczenia. Mężczyzna wyszedł z pokoju, a Severus usiadł naprzeciwko Harry'ego.
-Spokojnie Potter, nie ma się czego obawiać - powiedział szorstko Snape.
-Profesorze, ja nie chcę nikogo zabijać! - krzyknął drżąc ze strachu.
-Czarna magia może okazać się przydatna. Nie zawsze czarne jest czarne, a białe jest białe. Rozumiesz? - spytał ozięble Mistrz Eliksirów.
Zanim jednak czarnowłosy zdążył odpowiedzieć, do pomieszczenia weszła czarnowłosa ślizgonka w szacie śmierciożercy. Była to Kedavra. Spojrzała w oczy chłopaka, po czym zawiadomiła, że Czarny Pan wzywa. Wszyscy troje wyszli z gabinetu, zeszli po schodach po czym skręcili w prawe drzwi, za którymi były strome, kamienne schody prowadzące w dół. Zaczęli schodzić ostrożnie, a kiedy zeszli ruszyli korytarzem prosto. Korytarz był ciasny i mroczny. Oświetlany był przez pochodnie wiszące na ścianie, oraz małe okna po prawej stronie. Po kilku minutach zeszli po kolejnych schodach, po czym skierowali się w drzwi po lewej stronie. Trafili do ciemnego lochu, w którym na środku siedział na kolanach jakiś zakładnik. Miał związane oczy, ręce oraz nogi, by nie mógł uciec. Wokół niego stali śmierciożercy, a przed nimi stał Czarny Pan z różdżką w ręce.
            Kedavra i Severus weszli w szereg i czekali na przebieg wydarzeń. Voldemort zwrócił się do swoich popleczników.
-Zgromadziliśmy się tutaj, aby przyjąć Harry'ego Pottera w nasze szeregi - powiedział donośnie.
-Aby udowodnić lojalność wobec mnie, musisz zabić tego mugola - odrzekł chłodno.
Dwóch śmierciożerców podeszło do zakładnika i zdjęła mu zakrwawioną szmatę z oczu. Harry ledwo nie upadł ze zdziwienia. Klęczał przed nim Piers Polkiss - członek bandy Dudley'a.
-P… Potter… To ty! - wypowiedział z wielkim zmęczeniem nastolatek.
Harry wycelował w niego różdżką. Nie chciał go zabijać. Jednak pamiętał, jaką krzywdę wyrządził mu w poprzednie wakacje. Prawie skręcił mu kark. Mógł wtedy zginąć, lub stać się niepełnosprawnym. Odwrócił od niego wzrok, patrząc błagalnie na Kedavrę.
-Zabij! - krzyknął Czarny Pan.
-Avada Kedavra - powiedział drżącym głosem. Właśnie wypowiedział mordercze zaklęcie.
Kiedy zielony promień ugodził Polkissa w twarz, po czym upadł, Harry prawie zemdlał. Wiedział, że nie spodoba mu się zabijanie. Zamordował niewinnego mugola. Nie musiał tego robić. Ale Czarny Pan by go zabił. Co powie jego rodzina, jeśli nie wróci na noc do domu? Załamią się. Doskonale wiedział, jaką wyrządził krzywdę.
            Jego rozmyślania przerwał głos Czarnego Pana, który stał tuż przy nim.
-Ręka - powiedział chłodno Voldemort. Harry posłusznie wykonał rozkaz i wyciągnął przed siebie swoją lewą rękę, po czym mężczyzna przyłożył na przedramienie różdżkę.
-Harry Potterze, czy przysięgasz być mi wiernym i nie zdradzać moich sekretów? - spytał Riddle patrząc mu w oczy.
-Przysięgam - odpowiedział Potter.
-Czy przysięgasz traktować poważnie swoje obowiązki? - spytał ponownie.
-Przysięgam.
W tym momencie Harry poczuł ogromne pieczenie na lewym przedramieniu. Skupił się, by nie wydać żadnego dźwięku ze swoich ust. Tom Riddle skończył wypalać mroczny znak, który widniał teraz na lewej ręce czarnowłosego. Stało się. Harry Potter - chłopiec który przeżył został śmierciożercą. Miał teraz nadzieję, że Dumbledore nie odkryje kim naprawdę jest. Śmierciożercy wyszli z pomieszczenia, a Voldemort zwrócił się do niego.
-Dzisiaj zostajesz tu na noc. Jutro o osiemnastej wracasz do szkoły. Twój pokój znajduje się na drugim piętrze obok pokoju Kedavry. Ona cię zaprowadzi. Jutro zgłoś się do mnie o piętnastej - powiedział chłodno Riddle.
-Tak, panie - powiedział bez emocji Harry. Jednak to słowo nie było takie ciężkie do wypowiedzenia.
Czarny Pan wyszedł z pomieszczenia, kiedy Kedavra wchodziła do środka. Podeszła do Harry'ego i spojrzała w jego zielone oczy, po czym zwróciła się do niego.
-Chodź Harry. Zaprowadzę cię do pokoju - powiedziała z ogromnym uśmiechem na ustach.
Czarnowłosy pokiwał twierdząco głową, po czym wyszedł z pomieszczenia i ruszył za Kedavrą, która tryskała optymizmem i entuzjazmem. Była zadowolona, że jej przyjaciel przeszedł na właściwą stronę. Jednak widziała, że chłopak jest przestraszony i nieswój.
-Wiem co ci chodzi po głowie Harry - powiedziała troskliwie.
-Jeśli tak, to pewnie wiesz jak mi pomóc - powiedział nieczule młody śmierciożerca.
-Nie, ale mogę cię pocieszyć. Zapamiętaj, że jak kogoś zabijasz, to jest w lepszym miejscu. Rozumiesz? - spytała z zaniepokojeniem dziewczyna.
-Jest w tym trochę racji. Mogą tam się spotkać ze zmarłymi bliskimi - odrzekł z lepszym humorem czarnowłosy.
-Cieszę się, że mogłam ci pomóc Harry - powiedziała uśmiechając się do niego.
-Mam jeszcze jedno pytanie. Czy w tym zamku mieszkają śmierciożercy? - spytał z widocznym zaciekawieniem.
-Mieszkają tu tylko najważniejsi poplecznicy, na przykład Bellatrix Lestrange, Lucjusz Malfoy, Catherine Riddle, oraz Rudolf Lestrange. Pozostałymi mieszkańcami zamku jest nasza rodzina, oraz ty - odpowiedziała wpatrując się w niego.
-A dlaczego ten zamek jest tak bardzo mroczny? - zapytał miło.
-To tylko złudzenie. W dzień zamek jest naprawdę przepiękny. W wakacje często siedzę z przyjaciółmi w ogrodach na tyle. One są najpiękniejsze ze wszystkiego w tym zamku, nawet w nocy - powiedziała ze szczerym uśmiechem.
-Dziękuje za pomoc - powiedział odwzajemniając uśmiech.
-Cieszę się, że mogłam pomóc. To twój pokój - powiedziała, idąc do swojego pokoju.
Kiedy Harry wszedł do środka, na jego twarzy zagościło ogromne zdziwienie. Jego pokój był dwa razy większe, niż dormitorium w Hogwarcie. Przed ogromnym oknem stało duże łóżko w kolorach Slytherinu. Po lewej stronie była wielka szafa, w której było mnóstwo miejsca. Po prawej stronie pokoju była ogromna, czarna kanapa oraz drewniany stolik. Z bocznych ścian zwisały herby domu Węża, a na środku pokoju był dywan w tych samych kolorach. Nastolatek przebrał się, po czym położył się na swoim łóżku, a następnie wpadł w objęcia Morfeusza.
            Harry'ego obudziło głośne stukanie w okno. Kiedy otworzył oczy, za oknem zobaczył swoją sowę Hedwigę. Zszedł ze swojego miękkiego łóżka, po czym wpuścił sowę do środka. Wziął z jej nóżki list, dał jej sowi smakołyk, po czym zaczął czytać list.
Cześć Harry,
Zaniepokoiło mnie, dlaczego nie było
cię w dormitorium. Postanowiłam
wysłać list, by się czegoś dowiedzieć.
Pozdrowienia od Hermiony
Harry wziął z biurka pióro, kałamarz oraz kawałek pergaminu, po czym zaczął pisać odpowiedź dla Hermiony.
Hej Hermiono,
U mnie wszystko w porządku.
Jestem w zamku na wzgórzu
Black Widow, miałem
naznaczenie na śmierciożercę.
Wieczorem wracam do szkoły.
Harry
Czarnowłosy przeczytał list kilkakrotnie, zanim przywiązał go do nóżki Hedwigi. Kiedy to zrobił, wypuścił ją przez okno i skierował się w stronę szafy by się ubrać i zejść na śniadanie. Kiedy wyszedł z pokoju, zobaczył Kedavrę wychodzącą z jej pokoju. Bez zastanowienia ruszył w jej stronę.
-Cześć Kedavro, idziesz na śniadanie? - spytał radośnie ślizgon.
-Tak, możemy pójść razem. Zaprowadzę cię - powiedziała okazując zadowolenie.
Czarnowłosy poszedł za Kedavrą w stronę jadalni. Zeszli po schodach w holu, po czym skręcili w lewy korytarz na parterze. Wyglądał on tak samo jak każdy korytarz w zamku. Po przejściu kilku metrów skręcili w podwójne, duże drzwi. Trafili do jadalni. Na środku stały dwa stoły złączone w jeden, nad którymi był ogromny żyrandol. Ściany naprzeciwko drzwi zajmowały wielkie okna z widokiem na przepiękny ogród, o którym mówiła Kedavra. Ściany były pomalowane na kolory czarne i zielone, które układały się w pionowe pasy. Przy stole siedział Tom Riddle, piękna, rudowłosa kobieta oraz trzynastoletni, czarnowłosy chłopak.
-Ta kobieta, to moja matka Catherine, a ten chłopak to Jack - szepnęła mu do ucha dziewczyna.
-Witajcie! Harry, jeśli chcesz coś zjeść, po prostu wypowiedz, co chcesz. Dla przykładu zaprezentuje. Jajka na bekonie - powiedziała miło rudowłosa kobieta, po czym na talerzu przed nią pojawiło się danie, które wybrała.
Harry powoli podchodził do stołu by zjeść coś, lecz zanim zdążył coś wybrać, po budynku rozniósł się gruby, męski głos.
-Poddajcie się! Nie macie z nami żadnych szans!
Potter od razu rozpoznał ten głos. To był minister magii - Korneliusz Knot.

Voldemort bez wahania dotknął mrocznego znaku, a po chwili przed nim aportowali się śmierciożercy. Czarny Pan rozkazał im zająć pozycję i bronić zamku. Im za to kazał uciekać w bezpieczne miejsce. Zanim zdążył cokolwiek zrobić, Kedavra chwyciła go za rękę, po czym poczuł mocne zawirowanie.
***
Witajcie! Oto kolejny rozdział, trochę późno ale jest. Jak widzicie, fabuła robi się ciekawsza. Mam nadzieję, że wam się spodobało :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz