Rozdział 5
Mężczyzna wydawał się zadowolony z
powodu, że Harry Potter dołączy do jego szeregów. Chłopak cały się trząsł. Był
bardzo przerażony. Nie chciał nikogo zabijać, a wiedział że musi. Jednak nie
chciał być po przeciwnej stronie niż ich przyjaciele. Przyjaźń była dla niego
na pierwszym miejscu. Tom kazał usiąść i poczekać młodemu Potterowi, zanim
zacznie się ceremonia naznaczenia. Mężczyzna wyszedł z pokoju, a Severus usiadł
naprzeciwko Harry'ego.
-Spokojnie
Potter, nie ma się czego obawiać - powiedział szorstko Snape.
-Profesorze,
ja nie chcę nikogo zabijać! - krzyknął drżąc ze strachu.
-Czarna
magia może okazać się przydatna. Nie zawsze czarne jest czarne, a białe jest
białe. Rozumiesz? - spytał ozięble Mistrz Eliksirów.
Zanim jednak
czarnowłosy zdążył odpowiedzieć, do pomieszczenia weszła czarnowłosa ślizgonka
w szacie śmierciożercy. Była to Kedavra. Spojrzała w oczy chłopaka, po czym
zawiadomiła, że Czarny Pan wzywa. Wszyscy troje wyszli z gabinetu, zeszli po
schodach po czym skręcili w prawe drzwi, za którymi były strome, kamienne
schody prowadzące w dół. Zaczęli schodzić ostrożnie, a kiedy zeszli ruszyli
korytarzem prosto. Korytarz był ciasny i mroczny. Oświetlany był przez
pochodnie wiszące na ścianie, oraz małe okna po prawej stronie. Po kilku
minutach zeszli po kolejnych schodach, po czym skierowali się w drzwi po lewej
stronie. Trafili do ciemnego lochu, w którym na środku siedział na kolanach jakiś
zakładnik. Miał związane oczy, ręce oraz nogi, by nie mógł uciec. Wokół niego
stali śmierciożercy, a przed nimi stał Czarny Pan z różdżką w ręce.
Kedavra i Severus weszli w szereg i
czekali na przebieg wydarzeń. Voldemort zwrócił się do swoich popleczników.
-Zgromadziliśmy
się tutaj, aby przyjąć Harry'ego Pottera w nasze szeregi - powiedział donośnie.
-Aby
udowodnić lojalność wobec mnie, musisz zabić tego mugola - odrzekł chłodno.
Dwóch
śmierciożerców podeszło do zakładnika i zdjęła mu zakrwawioną szmatę z oczu.
Harry ledwo nie upadł ze zdziwienia. Klęczał przed nim Piers Polkiss - członek
bandy Dudley'a.
-P… Potter…
To ty! - wypowiedział z wielkim zmęczeniem nastolatek.
Harry
wycelował w niego różdżką. Nie chciał go zabijać. Jednak pamiętał, jaką krzywdę
wyrządził mu w poprzednie wakacje. Prawie skręcił mu kark. Mógł wtedy zginąć,
lub stać się niepełnosprawnym. Odwrócił od niego wzrok, patrząc błagalnie na
Kedavrę.
-Zabij! -
krzyknął Czarny Pan.
-Avada Kedavra - powiedział drżącym
głosem. Właśnie wypowiedział mordercze zaklęcie.
Kiedy
zielony promień ugodził Polkissa w twarz, po czym upadł, Harry prawie zemdlał.
Wiedział, że nie spodoba mu się zabijanie. Zamordował niewinnego mugola. Nie
musiał tego robić. Ale Czarny Pan by go zabił. Co powie jego rodzina, jeśli nie
wróci na noc do domu? Załamią się. Doskonale wiedział, jaką wyrządził krzywdę.
Jego rozmyślania przerwał głos
Czarnego Pana, który stał tuż przy nim.
-Ręka -
powiedział chłodno Voldemort. Harry posłusznie wykonał rozkaz i wyciągnął przed
siebie swoją lewą rękę, po czym mężczyzna przyłożył na przedramienie różdżkę.
-Harry
Potterze, czy przysięgasz być mi wiernym i nie zdradzać moich sekretów? -
spytał Riddle patrząc mu w oczy.
-Przysięgam
- odpowiedział Potter.
-Czy
przysięgasz traktować poważnie swoje obowiązki? - spytał ponownie.
-Przysięgam.
W tym
momencie Harry poczuł ogromne pieczenie na lewym przedramieniu. Skupił się, by
nie wydać żadnego dźwięku ze swoich ust. Tom Riddle skończył wypalać mroczny
znak, który widniał teraz na lewej ręce czarnowłosego. Stało się. Harry Potter
- chłopiec który przeżył został śmierciożercą. Miał teraz nadzieję, że
Dumbledore nie odkryje kim naprawdę jest. Śmierciożercy wyszli z pomieszczenia,
a Voldemort zwrócił się do niego.
-Dzisiaj
zostajesz tu na noc. Jutro o osiemnastej wracasz do szkoły. Twój pokój znajduje
się na drugim piętrze obok pokoju Kedavry. Ona cię zaprowadzi. Jutro zgłoś się
do mnie o piętnastej - powiedział chłodno Riddle.
-Tak, panie
- powiedział bez emocji Harry. Jednak to słowo nie było takie ciężkie do
wypowiedzenia.
Czarny Pan
wyszedł z pomieszczenia, kiedy Kedavra wchodziła do środka. Podeszła do
Harry'ego i spojrzała w jego zielone oczy, po czym zwróciła się do niego.
-Chodź
Harry. Zaprowadzę cię do pokoju - powiedziała z ogromnym uśmiechem na ustach.
Czarnowłosy
pokiwał twierdząco głową, po czym wyszedł z pomieszczenia i ruszył za Kedavrą,
która tryskała optymizmem i entuzjazmem. Była zadowolona, że jej przyjaciel
przeszedł na właściwą stronę. Jednak widziała, że chłopak jest przestraszony i
nieswój.
-Wiem co ci
chodzi po głowie Harry - powiedziała troskliwie.
-Jeśli tak,
to pewnie wiesz jak mi pomóc - powiedział nieczule młody śmierciożerca.
-Nie, ale
mogę cię pocieszyć. Zapamiętaj, że jak kogoś zabijasz, to jest w lepszym
miejscu. Rozumiesz? - spytała z zaniepokojeniem dziewczyna.
-Jest w tym
trochę racji. Mogą tam się spotkać ze zmarłymi bliskimi - odrzekł z lepszym
humorem czarnowłosy.
-Cieszę się,
że mogłam ci pomóc Harry - powiedziała uśmiechając się do niego.
-Mam jeszcze
jedno pytanie. Czy w tym zamku mieszkają śmierciożercy? - spytał z widocznym
zaciekawieniem.
-Mieszkają
tu tylko najważniejsi poplecznicy, na przykład Bellatrix Lestrange, Lucjusz
Malfoy, Catherine Riddle, oraz Rudolf Lestrange. Pozostałymi mieszkańcami zamku
jest nasza rodzina, oraz ty - odpowiedziała wpatrując się w niego.
-A dlaczego
ten zamek jest tak bardzo mroczny? - zapytał miło.
-To tylko
złudzenie. W dzień zamek jest naprawdę przepiękny. W wakacje często siedzę z
przyjaciółmi w ogrodach na tyle. One są najpiękniejsze ze wszystkiego w tym
zamku, nawet w nocy - powiedziała ze szczerym uśmiechem.
-Dziękuje za
pomoc - powiedział odwzajemniając uśmiech.
-Cieszę się,
że mogłam pomóc. To twój pokój - powiedziała, idąc do swojego pokoju.
Kiedy Harry
wszedł do środka, na jego twarzy zagościło ogromne zdziwienie. Jego pokój był
dwa razy większe, niż dormitorium w Hogwarcie. Przed ogromnym oknem stało duże
łóżko w kolorach Slytherinu. Po lewej stronie była wielka szafa, w której było
mnóstwo miejsca. Po prawej stronie pokoju była ogromna, czarna kanapa oraz
drewniany stolik. Z bocznych ścian zwisały herby domu Węża, a na środku pokoju
był dywan w tych samych kolorach. Nastolatek przebrał się, po czym położył się
na swoim łóżku, a następnie wpadł w objęcia Morfeusza.
Harry'ego obudziło głośne stukanie w
okno. Kiedy otworzył oczy, za oknem zobaczył swoją sowę Hedwigę. Zszedł ze
swojego miękkiego łóżka, po czym wpuścił sowę do środka. Wziął z jej nóżki
list, dał jej sowi smakołyk, po czym zaczął czytać list.
Cześć Harry,
Zaniepokoiło mnie, dlaczego nie było
cię w dormitorium. Postanowiłam
wysłać list, by się czegoś dowiedzieć.
Pozdrowienia od Hermiony
Harry wziął z biurka pióro, kałamarz
oraz kawałek pergaminu, po czym zaczął pisać odpowiedź dla Hermiony.
Hej Hermiono,
U mnie wszystko w porządku.
Jestem w zamku na wzgórzu
Black Widow, miałem
naznaczenie na śmierciożercę.
Wieczorem wracam do szkoły.
Harry
Czarnowłosy przeczytał list kilkakrotnie,
zanim przywiązał go do nóżki Hedwigi. Kiedy to zrobił, wypuścił ją przez okno i
skierował się w stronę szafy by się ubrać i zejść na śniadanie. Kiedy wyszedł z
pokoju, zobaczył Kedavrę wychodzącą z jej pokoju. Bez zastanowienia ruszył w
jej stronę.
-Cześć Kedavro, idziesz na śniadanie?
- spytał radośnie ślizgon.
-Tak, możemy pójść razem. Zaprowadzę
cię - powiedziała okazując zadowolenie.
Czarnowłosy poszedł za Kedavrą w
stronę jadalni. Zeszli po schodach w holu, po czym skręcili w lewy korytarz na
parterze. Wyglądał on tak samo jak każdy korytarz w zamku. Po przejściu kilku
metrów skręcili w podwójne, duże drzwi. Trafili do jadalni. Na środku stały dwa
stoły złączone w jeden, nad którymi był ogromny żyrandol. Ściany naprzeciwko
drzwi zajmowały wielkie okna z widokiem na przepiękny ogród, o którym mówiła
Kedavra. Ściany były pomalowane na kolory czarne i zielone, które układały się
w pionowe pasy. Przy stole siedział Tom Riddle, piękna, rudowłosa kobieta oraz
trzynastoletni, czarnowłosy chłopak.
-Ta kobieta, to moja matka Catherine,
a ten chłopak to Jack - szepnęła mu do ucha dziewczyna.
-Witajcie! Harry, jeśli chcesz coś
zjeść, po prostu wypowiedz, co chcesz. Dla przykładu zaprezentuje. Jajka na
bekonie - powiedziała miło rudowłosa kobieta, po czym na talerzu przed nią
pojawiło się danie, które wybrała.
Harry powoli podchodził do stołu by
zjeść coś, lecz zanim zdążył coś wybrać, po budynku rozniósł się gruby, męski
głos.
-Poddajcie się! Nie macie z nami
żadnych szans!
Potter od razu rozpoznał ten głos. To
był minister magii - Korneliusz Knot.
Voldemort bez wahania dotknął
mrocznego znaku, a po chwili przed nim aportowali się śmierciożercy. Czarny Pan
rozkazał im zająć pozycję i bronić zamku. Im za to kazał uciekać w bezpieczne
miejsce. Zanim zdążył cokolwiek zrobić, Kedavra chwyciła go za rękę, po czym
poczuł mocne zawirowanie.
***
Witajcie! Oto kolejny rozdział, trochę późno ale jest. Jak widzicie, fabuła robi się ciekawsza. Mam nadzieję, że wam się spodobało :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz